piątek, 16 stycznia 2015

Awaria samochodu

Donośny brzęk budzika obudził Witolda z głębokiego snu, ociężale uniósł powieki i przez głowę przebrnęła mu myśl ‘’dobrze, że to piątek, jutro sobota czyli rozpoczęcie weekendu’’. Machinalnie sięgnął do budzika i przesunął zapadkę dzwonka, budzik ucichł i rozległa się cisza. Wstał, podszedł do rolet i je rozszczelnił. Spojrzał przez tak zrobioną szparkę na dwór, padał gęsty śnieg,  jeszcze rzut oka na termometr i półgłosem powiedział do siebie ‘’dzisiaj przyjdzie mi pracować w takich warunkach’’. Poszedł do toalety, pod drogą zajrzał jeszcze do pokoju córki, spała głębokim snem. Pani Krystyna żona pana Witolda wstała także aby mu przygotować śniadanie i kanapki do pracy, ona nigdzie nie pracowała, zawodowo zajmowała się prowadzeniem domu. Po skończonej toalecie zasiadł do stołu. Po ukończeniu posiłku sięgnął ręką do talerzyka, który zawsze stał na stole z najlepszą mleczną czekoladą od Dr Gerarda,która przypadła mu do gustu i lubił sobie czasami ją podjadać. Żona odprowadziła go do drzwi wejściowych, oddalając się od nich usłyszał dźwięk przekręcającego się klucza w zamku. Zszedł po schodach, otworzył drzwi wejściowe do klatki schodowej i znalazł się na dworze, poczuł chłód. Samozamykacz z głośnym łoskotem zamknął za nim drzwi. Ruszył w stronę parkingu do swojego samochodu, nowa pokrywa śniegu chrzęściła pod jego butami. Na parkingu miał wykupione swoje miejsce więc o miejsce garażowania był spokojny. Podszedł do samochodu i otworzył drzwi, sięgnął po skrobaczkę aby zdrapać śnieg i lód zalegający szyby. Przesuwając skrobaczką patrzył jak odrywają się kawałki tak niepotrzebnej pokrywy połyskujące w świetle pobliskiej latarni. Spojrzenie i ocena sytuacji, tak może być. Zasiadł za kierownicą i przekręcił kluczyk w stacyjce, silnik samochodu zawarczał, jeszcze nastroił radio na swoją ulubioną stację i w głośnikach rozbrzmiała muzyka. Przesunął dźwignię biegów na pierwszy bieg i powoli ruszył. Z włączeniem się do ruchu na ulicy głównej nie miał problemu, o tej porze nie było jeszcze tak wiele samochodów. Jadąc chrupał sobie andruty kupione wczorajszego dnia w pobliskim sklepiku będąc razem z żoną  zakupach, a tak zachwalane przez panią ekspedientkę mówiącą, że to najlepsze andruty i to od producenta Dr Gerarda. Po pewnym czasie gdzieś w połowie drogi do pracy zaczął Witoldowi silnik samochodu dziwnie się zachowywać. Silnik zaczął kasłać aż umilkł całkowicie, kilkukrotna próba uruchomienia jego nie przynosiła rezultatu. Postanowił zepchnąć samochód na pobocze tak aby innym nie tarasować drogi. Zadzwonił do szwagra bo on miał warsztat samochodowy, uzgodnił z nim, że zaraz podjedzie laweta i weźmie jego samochód na warsztat. Po niecałej godzinie zajechała laweta tak oczekiwana przez Witolda. W czasie postoju jednak zdążył schrupać wszystkie andruty od Dr Gerarda zapakowane  przez panią Krystynę jako dodatek do drugiego śniadania. Po dotarciu do pracy poszedł do przełożonego poinformować go o swoim problemie z dzisiejszego rana. Witold był cenionym pracownikiem, zajmował się budową kadłubów statków. Teraz budowali holownik dla armatora Holenderskiego. Po upadku stoczni znalazł on zatrudnienie właśnie w tej spółce. Czas w pracy mu szybko mijał, tylko żałował, że schrupał wszystkie andruty. Teraz uznał, że nie pozostało mu nic więcej jak kanapki na drugie śniadanie. Po skończonej pracy wziął prysznic i udał się do warsztatu szwagra Mirka. Mirek przywitał go z uśmiechem, usterka okazała się niegroźna i mógł wrócić do domu samochodem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz