Czas świątecznego zamieszania
szybko minął. Ubiegły rok podsumowany a wraz z nowym nadeszły zupełnie nowe
plany do realizacji. Oto i pierwszy z nich. Wyjazd na wyczekiwane od paru
miesięcy szkolenie, na którym mamy okazję spotkać się z dawno nie widzianymi
przyjaciółmi. Powodem nieczęstych spotkań jest dzieląca nas duża odległość.
Mieszkamy bowiem na dwóch przeciwstawnych krańcach Polski. Mnie i mojego męża
ogromnie cieszy to spotkanie. Mamy tyle spraw do omówienia, tyle wspólnych
tematów. Rzecz jasna zadowoleni jesteśmy również z powodu szkolenia w którym
będziemy uczestniczyć. Zawsze to jakaś nowa wiedza do zdobycia. Z powyższych
powodów od rana mamy duże zamieszanie w domu. Wybieranie i pakowanie rzeczy na
wyjazd to jedno z zadań pochłaniających mnóstwo czasu i uwagi. Żeby tego było
mało trzeba pójść do sklepu po prowiant na drogę i jakieś słodycze na długie
wieczorne pogawędki. Planuję kupić trochę ciasteczek. W tym celu wybieram się
do dość odległego sklepu spożywczego po najlepsze markizy jakie jadłam, o
nazwie Choco Markizy koniecznie od Dr Gerarda, które przy naszym ostatnim
spotkaniu tak bardzo zasmakowały naszym przyjaciołom. Oprócz markizów kupię jeszcze
Pryncypałki kokosowe od tego samego producenta. To są takie podłużne kruchutkie
wafelki z przepyszną kokosową masą oblane, jak dla mnie najsmaczniejszą białą czekoladą.
Chcę również upiec ciasto na tę okazję. Wśród przetestowanych przez siebie
przepisów znalazłam przepis na ptysie z masą karpatkową. Zależało mi na tym,
żeby były i smaczne i dobre do przewożenia. I myślę, że mój wybór jest trafny.
Przygotowania do podróży trwały nam niemal cały dzień. Wyjście na zakupy zajęły
nam około jednej i pół godziny. Upieczenie ciasta to następne dwie godziny, nie
mówiąc już o wybieraniu i pakowaniu ubrań, bo w moim przypadku wygląda to tak,
że nad jedną rzeczą zastanawiam się bez końca. Zawsze przed pakowaniem wychodzę
z założenia żeby zabrać ze sobą możliwie jak najmniej rzeczy, tylko te niezbędne,
a po przyjeździe okazuje się, że i tak wzięłam
za dużo ubrań, bo wszystkich nie nałożę. Oprócz spakowania mojej części bagażu
muszę zerknąć swoim kobiecym okiem na ubrania przygotowane na podróż przez
mojego męża i ewentualnie podpowiedzieć mu co powinno znaleźć się w jego torbie.
Mąż zawsze korzysta z moich opinii i wskazówek w tym względzie co wprawia mnie w
samozadowolenie.
Po tak pracowitym dniu wszystko
jest dopięte na ostatni guzik. Walizka spakowana. Ptysie przełożone do plastikowego, wyłożonego pergaminem pojemnika
czekają na wyjazd. Choco Markizy oraz Pryncypałki kokosowe od Dr Gerarda
również zapakowane. Jeszcze tylko zrobię kanapki i w drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz