wtorek, 13 stycznia 2015

Trzy precle



Czas świątecznego zamieszania szybko minął. Ubiegły rok podsumowany a wraz z nowym nadeszły zupełnie nowe plany do realizacji. Oto i pierwszy z nich. Wyjazd na wyczekiwane od paru miesięcy szkolenie, na którym mamy okazję spotkać się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi. Powodem nieczęstych spotkań jest dzieląca nas duża odległość. Mieszkamy bowiem na dwóch przeciwstawnych krańcach Polski. Mnie i mojego męża ogromnie cieszy to spotkanie. Mamy tyle spraw do omówienia, tyle wspólnych tematów. Rzecz jasna zadowoleni jesteśmy również z powodu szkolenia w którym będziemy uczestniczyć. Zawsze to jakaś nowa wiedza do zdobycia. Z powyższych powodów od rana mamy duże zamieszanie w domu. Wybieranie i pakowanie rzeczy na wyjazd to jedno z zadań pochłaniających mnóstwo czasu i uwagi. Żeby tego było mało trzeba pójść do sklepu po prowiant na drogę i jakieś słodycze na długie wieczorne pogawędki. Planuję kupić trochę ciasteczek. W tym celu wybieram się do dość odległego sklepu spożywczego po najlepsze markizy jakie jadłam, o nazwie Choco Markizy koniecznie od Dr Gerarda, które przy naszym ostatnim spotkaniu tak bardzo zasmakowały naszym przyjaciołom. Oprócz markizów kupię jeszcze Pryncypałki kokosowe od tego samego producenta. To są takie podłużne kruchutkie wafelki z przepyszną kokosową masą oblane, jak dla mnie najsmaczniejszą białą czekoladą. Chcę również upiec ciasto na tę okazję. Wśród przetestowanych przez siebie przepisów znalazłam przepis na ptysie z masą karpatkową. Zależało mi na tym, żeby były i smaczne i dobre do przewożenia. I myślę, że mój wybór jest trafny. Przygotowania do podróży trwały nam niemal cały dzień. Wyjście na zakupy zajęły nam około jednej i pół godziny. Upieczenie ciasta to następne dwie godziny, nie mówiąc już o wybieraniu i pakowaniu ubrań, bo w moim przypadku wygląda to tak, że nad jedną rzeczą zastanawiam się bez końca. Zawsze przed pakowaniem wychodzę z założenia żeby zabrać ze sobą możliwie jak najmniej rzeczy, tylko te niezbędne, a po przyjeździe  okazuje się, że i tak wzięłam za dużo ubrań, bo wszystkich nie nałożę. Oprócz spakowania mojej części bagażu muszę zerknąć swoim kobiecym okiem na ubrania przygotowane na podróż przez mojego męża i ewentualnie podpowiedzieć mu co powinno znaleźć się w jego torbie. Mąż zawsze korzysta z moich opinii i wskazówek w tym względzie co wprawia mnie w samozadowolenie.
Po tak pracowitym dniu wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Walizka spakowana. Ptysie przełożone do  plastikowego, wyłożonego pergaminem pojemnika czekają na wyjazd. Choco Markizy oraz Pryncypałki kokosowe od Dr Gerarda również zapakowane. Jeszcze tylko zrobię kanapki i w drogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz