poniedziałek, 19 stycznia 2015

Żniwa

Pora żniw na wsi dobiegała końca . Pan Witold wraz z rodziną intensywnie pracował na polu, pogoda im dopisywała. Gospodarstwo rolne kilkunastohektarowe odziedziczył po rodzicach, a jego bracia i siostry przeprowadzili się do różnych miast w Polsce. Przy żniwach na polu pracował gospodarz pan Witek wraz z swoją małżonką i dwójką dzieci, teraz dzieci już dorastały i miał od nich dużą pomoc. Chłopiec pomagał jemu na kosiarce kosić zboże, a córka wiązać je w snopki. Spod ostrzy kosiarki kładły się łanem ostatki zboża rosnącego na polu. Dobiegało południe i postanowili zrobić sobie przerwę na posiłek, pani Krystyna wraz z córką wybrały miejsce posiłku na skraju pobliskiego lasu, który dawał cień. Rozłożyły kocyk i wyciągnęły kosz z jedzeniem, pora była już najwyższa bo odczuwali lekki głód. Po posiłku głównym przyszła pora na coś słodkiego, gospodyni przezornie zapakowała najlepsze biszkopciki od Dr Gerarda tak lubiane przez całą rodzinę. Pracę zakończyli późnym popołudniem. Wszystkie snopki zboża stały ustawione w dziesiątki, a pole zaścielało rżysko. ‘’Jeszcze zwózka’’ mruknął do siebie ‘’i można zacząć świętować’’. Przy zwózce jak zwykle nie było także problemu, każdy jak zwykle wiedział co robić. Snopki były kładzione na wóz i przewożone do stodoły na klepisko. Dzieci umilały sobie chwile przerw chrupaniem najlepszych ich zdaniem biszkopcików od Dr Gerarda. Na dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wszystko powinno już być zwiezione i można udać się do kościoła aby podziękować Najświętszej Panience za zbiory. Rodzina pana Witolda była bardzo zżyta i na te święto jak co roku przyjeżdżała do niego. Rodzeństwo także lubiło ten czas, mogli oni spotkać się z kuzynostwem. Zbliżał się dzień przyjazdu gości. Bracia i siostry pana Witolda specjalnie na tą okazję rezerwowali sobie urlopy, także pragnęli spotkać się w rodzinnym gronie. Pan Witold miał się zabrać do wyrobu wyrobów wędliniarskich, a pani gospodyni wypiekami i listą zakupów. Po zakupy tak duże wybrali się do pobliskiego miasta gdyż w sklepiku wioskowym nie było wszystkich potrzebnych artykułów. Oprócz rzeczy z listy dzieci pani Krystyny wybrały sobie trochę słodkości, znalazły się tu ich najlepsze biszkopciki i najlepsza mleczna czekolada od Dr Gerarda. Teraz pan Witold miał już produkty potrzebne do wyrobów wędliniarskich, a pani Krystyna do wypieków i mogli się tym zająć, a pora ku temu była już najwyższa. Na dzień przed świętowaniem byli już wszyscy goście. W dzień wyjazdu do kościoła pierwsza wstała pani Krystyna i zajęła się przygotowaniem śniadania. Czynność tą umilała sobie podjadając czekoladę. Teraz po spróbowaniu uznała i ona za najlepszą, mleczną czekoladę od Dr Gerarda. Po zjedzeniu posiłku gospodarz zajął się przygotowaniem wozu na drogę, ułożył kilka snopków w wozie i nakrył je derkami. Podczas jazdy mijali lasy i pola gdzie było widać rżyska po niedawno skoszonym zbożu. Tak dotarli na miejsce. Kuzynostwo,  rodzeństwo pana Witolda i pani Krystyny podczas drogi chrupało sobie biszkopciki teraz uwielbiane przez nich wszystkich. Pan gospodarz założył worki z obrokiem na łby koni i ruszyli do kościoła. Pod drogą mijali stragany z różnymi rzeczami. Pora na ich oglądanie i kupno rzeczy jakie wybiorą sobie pociechy przyjdzie po mszy. Obecnie gospodarstwo rolne po panie Witoldzie przejął jego syn, powiększył on areał gospodarstwa i kupił kombajn ale tradycje nadal kultywuje.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz