Pora żniw na wsi dobiegała końca . Pan Witold wraz z rodziną
intensywnie pracował na polu, pogoda im dopisywała. Gospodarstwo rolne
kilkunastohektarowe odziedziczył po rodzicach, a jego bracia i siostry
przeprowadzili się do różnych miast w Polsce. Przy żniwach na polu pracował
gospodarz pan Witek wraz z swoją małżonką i dwójką dzieci, teraz dzieci już
dorastały i miał od nich dużą pomoc. Chłopiec pomagał jemu na kosiarce kosić
zboże, a córka wiązać je w snopki. Spod ostrzy kosiarki kładły się łanem ostatki
zboża rosnącego na polu. Dobiegało południe i postanowili zrobić sobie przerwę
na posiłek, pani Krystyna wraz z córką wybrały miejsce posiłku na skraju
pobliskiego lasu, który dawał cień. Rozłożyły kocyk i wyciągnęły kosz z
jedzeniem, pora była już najwyższa bo odczuwali lekki głód. Po posiłku głównym
przyszła pora na coś słodkiego, gospodyni przezornie zapakowała najlepsze
biszkopciki od Dr Gerarda tak lubiane przez całą rodzinę. Pracę zakończyli
późnym popołudniem. Wszystkie snopki zboża stały ustawione w dziesiątki, a pole
zaścielało rżysko. ‘’Jeszcze zwózka’’ mruknął do siebie ‘’i można zacząć
świętować’’. Przy zwózce jak zwykle nie było także problemu, każdy jak zwykle
wiedział co robić. Snopki były kładzione na wóz i przewożone do stodoły na
klepisko. Dzieci umilały sobie chwile przerw chrupaniem najlepszych ich zdaniem
biszkopcików od Dr Gerarda. Na dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
wszystko powinno już być zwiezione i można udać się do kościoła aby podziękować
Najświętszej Panience za zbiory. Rodzina pana Witolda była bardzo zżyta i na te
święto jak co roku przyjeżdżała do niego. Rodzeństwo także lubiło ten czas,
mogli oni spotkać się z kuzynostwem. Zbliżał się dzień przyjazdu gości. Bracia
i siostry pana Witolda specjalnie na tą okazję rezerwowali sobie urlopy, także
pragnęli spotkać się w rodzinnym gronie. Pan Witold miał się zabrać do wyrobu
wyrobów wędliniarskich, a pani gospodyni wypiekami i listą zakupów. Po zakupy
tak duże wybrali się do pobliskiego miasta gdyż w sklepiku wioskowym nie było
wszystkich potrzebnych artykułów. Oprócz rzeczy z listy dzieci pani Krystyny
wybrały sobie trochę słodkości, znalazły się tu ich najlepsze biszkopciki i
najlepsza mleczna czekolada od Dr Gerarda. Teraz pan Witold miał już produkty
potrzebne do wyrobów wędliniarskich, a pani Krystyna do wypieków i mogli się
tym zająć, a pora ku temu była już najwyższa. Na dzień przed świętowaniem byli
już wszyscy goście. W dzień wyjazdu do kościoła pierwsza wstała pani Krystyna i
zajęła się przygotowaniem śniadania. Czynność tą umilała sobie podjadając
czekoladę. Teraz po spróbowaniu uznała i ona za najlepszą, mleczną czekoladę od
Dr Gerarda. Po zjedzeniu posiłku gospodarz zajął się przygotowaniem wozu na
drogę, ułożył kilka snopków w wozie i nakrył je derkami. Podczas jazdy mijali
lasy i pola gdzie było widać rżyska po niedawno skoszonym zbożu. Tak dotarli na
miejsce. Kuzynostwo, rodzeństwo pana
Witolda i pani Krystyny podczas drogi chrupało sobie biszkopciki teraz
uwielbiane przez nich wszystkich. Pan gospodarz założył worki z obrokiem na łby
koni i ruszyli do kościoła. Pod drogą mijali stragany z różnymi rzeczami. Pora
na ich oglądanie i kupno rzeczy jakie wybiorą sobie pociechy przyjdzie po mszy.
Obecnie gospodarstwo rolne po panie Witoldzie przejął jego syn, powiększył on
areał gospodarstwa i kupił kombajn ale tradycje nadal kultywuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz