Ludzie
mają różne zainteresowania, tak zwane hobby. Jedni kolekcjonują znaczki, inni
jazdę konno, a jeszcze inni uwielbiają jazdę na rowerze. Mogę tak wymieniać bez
końca. Ja interesuję się ogrodnictwem. Jest, to jedno z najprzyjemniejszych moich
zajęć zwłaszcza po pracy. Być może dużo osób będzie tym zaskoczona. Jednak
przebywanie na świeżym powietrzu wpływa pozytywnie na moje samopoczucie i
odstresowanie od problemów dnia codziennego. Bardzo lubię patrzeć jak rosną
warzywa, kwiaty i inne rośliny. Ciągle coś upiększam w swoim ogrodzie, a przy
okazji rozwijam swoje zainteresowania czytając książki i przeglądając strony
internetowe związane z tym tematem. Nie muszę chodzić na siłownie czy fitness, ponieważ
mam dużo ruchu na świeżym powietrzu. Trzeba mieć cierpliwość, bo nie
zawsze jest po naszej myśli. Czasem rośliny protestują i nie chcą rosnąć.
Gdzieś tkwi przyczyna, a my nie wiemy gdzie. Tak miałam z hortensją ogrodową.
Ze swojego doświadczenia przekonałam się, że nie wszystkie rośliny nadają się
do mojego ogrodu. Na początku, gdy mąż przygotował mi ziemię, to chciałam
zasadzić jak najwięcej roślin. Tutaj zrobiłam wielki błąd, bo w następnych
latach powstał chaos i musiałam przesadzić rośliny na inne miejsce lub po
prostu wydać znajomym. Mój początek bawienia się w rolnika był trudny. Pochodzę
z miasta i z polem nie miałam nic do czynienia. Mąż urodził się na wsi. Od
najmłodszych lat pomagał rodzicom w robotach polnych. Od jego rodziców
otrzymaliśmy kawałek ziemi, na którym wybudowaliśmy domek. Resztę podzieliliśmy
na warzywnik, drzewa owocowe, krzewy porzeczki, maliny, agrest i na końcu
zrobiliśmy miejsce do wypoczynku. Jest tam altanka, w której pijemy kawę i
posilamy się najlepszymi kruchymi wafelkami Dr. Gerarda.
Czasami
w sobotę przyjeżdżają do nas znajomi z dziećmi. Wtedy robimy grilla, a maluchy
bawią się z naszymi pociechami. Mamy dziecinną zjeżdżalnie połączoną z domkiem.
Tam spędzają bezpiecznie czas. Oczywiście pilnujemy ich, żeby sobie nie zrobiły
krzywdy. Są w ciągłym ruchu i potrzebują zawsze coś przekąsić. Jak są głodne to
biegną do stolika i podjadają ciasteczka. Ja na takie okazje robię herbatnikowy
andrut Składniki;
1andrut,
2 paczki najlepszych herbatników Dr. Gerarda, 1 kostka
margaryny,
2 szklanki cukru, 2 jajka, kwasek cytrynowy, 1 łyżeczka
powidło
na jedną warstwę
Przygotowanie;
Kwasek
rozpuścić w 1/3 szklanki gorącej wody. Herbatniki zmielić.
Utrzeć
margarynę, dodać cukier, mieszając wbić jajka, a następnie wsypać herbatniki.
Ciągle mieszając dodawać rozpuszczony kwasek. Kwasek daje się według upodobań.
Jeśli ktoś woli kwaśniejsze, to da więcej kwasku. Wszystko dokładnie utrzeć i
smarować wafle. Jedną warstwę delikatnie przełożyć powidłem. Są wyśmienite,
mają słodko kwaśny smak. Moje dzieci przepadają za tymi łakociami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz