poniedziałek, 19 stycznia 2015

krawcowa

Godzina dwudziesta trzecia pora do spania. Zrobiłam sobie toaletę wieczorną, a potem wskoczyłam do łóżka. Wierciłam się w pościeli i sen nie przychodził. Powtarzałam w myślach tabliczkę mnożenia, bez rezultatu. Być może przez ten pechowy dzień. Rano w dobrym humorze poszłam do pracy i nic nie zapowiadało, że będę miała zmartwienia. Jestem krawcową i szyje różne ubrania. Przez pół dnia maszyna źle szyła, a mechanik do niej nie przychodził. Co uszyłam, to musiałam pruć i przez przypadek zrobiłam dziurkę w bluzce, a raczej dziurę. Dodatkowy problem, żeby ją ładnie zeszyć. Przerwałam robotę, bo nie było sensu męczyć się i mogłabym więcej zrobić szkody niż pożytku. Zgłosiłam zepsutą maszynę i z niecierpliwością czekałam. W wolnym czasie zrobiłam sobie kawę i podjadałam najsmaczniejsze markizy produkcji Dr. Gerarda. Także poczęstowałam nimi koleżankę z pracy.  Siedziałam w ciągłym napięciu, bo fachowiec nie przychodził, a ubrania do szycia rosły w niewiarygodnym tempie. W końcu po godzinie mojego czekania zjawił się pan coś grzebał w maszynie, a na koniec stwierdził, że dzisiaj nie jest w stanie tego naprawić. Denerwowałam się tą bluzką z nieszczęsną dziurą i dałam koleżance, by coś z tym zrobiła. Jeśli nie da rady, muszę zgłosić przełożonemu.
To będzie świadectwem mojej nieudolności w szyciu i być może powodem do zwolnienia. Czego bardzo się bałam, bo lubię moją pracę. Niestety zacerowana dziura była widoczna i z lękiem powlokłam się z nią do kierownika. Zanim poszłam, to zastanawiałam się jak mam wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Przed biurkiem siedział trzydziestoletni, przystojny mężczyzna, a ja weszłam z bluzką w ręku zapatrzona w niego i nie mogłam wydobyć słowa. Wstał podał mi krzesło, zaproponował kawę lub herbatę. Oczywiście skromnie zgodziłam się na herbatę. Do herbaty na talerzyku podał najlepsze czekoladki Dr. Gerarda. W końcu język mi się odblokował i przekładając z nerwów bluzkę raz do jednej ręki, raz do drugiej opowiedziałam mu całą historię z felerną maszyną.     
Podałam mu moje dzieło, a on rzucając okiem skomentował jednym zdaniem fachowo zeszyte. Zapadło milczenie, ja intensywnie myślę, co dalej. Nie pozwolił mi na dłuższe rozmyślania, bo uśmiechnął się i powiedział, żebym wzięła tą bluzkę do domu, bo nie nadaje się nawet do drugiego gatunku. On napisze to w raporcie o zepsutej maszynie i szkody przez nią dokonane. Szybko wlałam w siebie herbatę, poczęstowałam się smaczną czekoladką. Opuszczając jego gabinet jeszcze raz przeprosiłam i poszłam do koleżanki, by w kilku słowach streścić jej przebieg spotkania.
Jakoś kierownik zapadł mi głęboko w myślach. Czyżbym się zakochała, chyba niemożliwe. Jestem młodą panienką mam dopiero 24 lata. Po nieudanych przejściach miłosnych nie szukałam drugiej osoby. Dziewczynom podoba się przełożony, ale nic o nim nie wiedzą, ponieważ niedawno przyszedł z innej podobnej firmy. Jutro pójdę do fryzjera, a potem do kosmetyczki. Może mnie zauważy.  











Po powrocie nie mogłam zapomnieć        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz