Tego październikowego dnia
wyjechaliśmy późnym wieczorem. Naszym celem był Kraków. Podróż dłużyła się
niesamowicie. Wyciągnęłam z plecaka najlepsze herbatniki do chrupania w czasie
podróży o nazwie Kremisie. Ich producentem jest znana firma Dr Gerard. Mąż
pochwalił mój wybór jedząc kolejne ciasteczko. Powiedział, że połączenie
kruchego herbatnika i mlecznej czekolady bardzo mu pasuje, a ta mleczna
czekolada od Dr Gerarda jest najsmaczniejsza na świecie. Ogólnie mój mąż to
zagorzały fan czekolady, natomiast ta wyjątkowo mu posmakowała. I nie dziwię mu
się bo mi również. Dodam jeszcze, że moje uznanie zdobył krem śmietankowy o
niezwykle delikatnej konsystencji ukryty pod czekoladową polewą. Do końca
podróży zjedliśmy całe opakowanie, mimo że była noc, a nocą nigdy nie jemy. Na
miejsce dojechaliśmy około godziny szóstej. Był chłodny poranek. Jadąc do
hotelu zmarzliśmy. Dobrze, że szybko odnaleźliśmy właściwy adres. Wzięliśmy
szybki prysznic i poszliśmy spać. Obudził mnie niepokojący sen. Śniło mi się.
że nie usłyszeliśmy budzika i przespaliśmy cały dzień, nic nie zwiedziwszy.
Spojrzałam prędko na zegarek. Uff. Dopiero jedenasta. Budzik jeszcze nie
dzwonił, ale skoro już się obudziłam, to postanowiłam wstać. Rozejrzałam się
wokół. Ciekawe wnętrze. Tu i ówdzie stały rzeźbione mebelki w stylu góralskim.
Na środku pokoju stał długi drewniany masywny stół, otoczony rzeźbionymi krzesłami,
również w stylu góralskim. Przy ścianie stała komoda z nadstawką. Zza szklanych
drzwiczek bieliła się porcelanowa zastawa. Obok na małym stoliczku stał
czajnik. Nastawiłam wodę na herbatę i podeszłam do wielkiego balkonowego okna
zasłoniętego grubą, ciężką kotarą, przez którą do środka przedzierał się gwar
miasta. Odsłoniłam zasłony i wpuściłam do pokoju światło słoneczne. Wyjrzałam
na zewnątrz. Mimo późnej jesieni pogoda była przepiękna. Blask słońca obudził
mego męża. Ja zaparzyłam herbatę, a mąż wykonał poranną toaletę. Poszperałam w
plecaku i wyciągnęłam kanapki przygotowane na drogę. Będą w sam raz na
śniadanie. Oprócz kanapek przygotowałam coś słodkiego na dodanie energii
podczas zwiedzania. Do śniadania wybrałam, najlepsze na taką okazję biszkopciki
Jaśki Morelowe. Delikatne biszkoptowe ciasteczka przełożone pysznym morelowym nadzieniem
są lekkostrawne i szybko podnoszą poziom cukru, który daje energię. Ten efekt
wzmacnia dodatkowo czekoladowa polewa. Po śniadaniu ubraliśmy się i poszliśmy
na długi spacer na Stare Miasto, które jest wpisane na Światową Listę Dziedzictwa
Kulturyalnego Unesco. Przeszliśmy się nadwiślańskim bulwarem, kończąc nasze
zwiedzanie na Wawelu. Zrobiło się ciemno. Po drodze do hotelu zjedliśmy kolację
w mlecznym barze. Byliśmy pod wielkim wrażeniem przeżytego dnia. Klimat
Krakowskich uliczek tchnął historią i jeszcze ta piękna pogoda. Wszystko to
sprawiło, że byliśmy niezwykle przejęci i wzruszeni. A nazajutrz czekały nas jeszcze
inne atrakcje. W Krakowie byliśmy tylko przejazdem. Z samego rana mieliśmy lot
na Majorkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz