Wieczór zapowiadał się idealnie. Pośród
licznych domków letniskowych znaleźliśmy nasz trzypokojowy drewniany domek z
wielkim tarasem – nasze miejsce na nocleg. Dla każdego znalazło się miejsce.
Mój mąż i ja wybraliśmy najmniejszy pokoik. Nam we dwójkę z powodzeniem taki będzie
wystarczający. Zresztą ten najmniejszy naszym zdaniem był najprzytulniejszy. Po
ulokowaniu się w domku, wszyscy ubraliśmy się w stroje kąpielowe i poszliśmy na
pobliską plażę wykąpać się. Woda w jeziorze była przyjemnie ciepła. Z wielką
przyjemnością położyłam się na wodzie poddając się delikatnemu falowaniu.
Chwilo trwaj - pomyślałam. Po błogim dryfowaniu nabrałam ochotę na odrobinę szaleństwa
z dzieciaczkami. Dorosła część towarzystwa dołączyła do naszych wygłupów.
Najpierw ochlapywaliśmy siebie nawzajem wodą, robiąc przy tym wiele krzyku i
hałasu. Później naszła nas chęć na zabawę z piłką. Najwięcej radości miały z
tych spontanicznych zabaw w wodzie dzieciaki. W końcu przemęczone towarzystwo
kolejno zaczęło wychodzić na plażę. Ja również. Po wyjściu z wody prawie
natychmiast odczułam silne ssanie w żołądku. Dobrze, że oprócz ręczników i
butelki z wodą mineralną zabrałam ze sobą słodycze. Sięgnęłam po nie i
poczęstowałam współtowarzyszy wyprawy. Ucieszyłam się, że wszystkim smakował
mój poczęstunek, okrzyknięty przez nich mianem najsmaczniejszych czekoladek. Słusznie
je tak nazwano, bo jak ostatnio pisałam Pasja Advocat od Dr Gerarda to jedna z wielu
przeze mnie lubianych słodkich propozycji od tego producenta. Na tej mojej top
liście znajduje się również Torcik C-moll orzechowy. Są to najlepsze delikatne
wafelki przekładane dwoma przepysznymi rodzajami kremów: kakaowym i orzechowym.
Jeszcze inny rarytas, jakże uwielbiany przeze mnie to Patysie śmietankowe –
najlepsze markizy o podłużnym kształcie przełożone kremem o smaku śmietankowym.
Oczywiście wszystkie te wyroby cukiernicze są od tego samego producenta Dr
Gerarda.
Z zamyślenia wybił mnie brat,
trącając mnie w ramię. Trzeba pójść na kolację – zaproponował. Wszyscy
pozbierali już swoje rzeczy i czekali na mnie. Szybko wytrzepałam ręcznik,
wzięłam z piasku koszyk plażowy i dołączyłam do grupy. Za około pół godziny
byliśmy umyci, przebrani i coraz bardziej głodni. Nie przywieźliśmy nic do
jedzenia ze sobą, dlatego kolację zjedliśmy w pobliskim barze. Po powrocie do
domku letniskowego dalej cieszyliśmy się piękną pogodą i wysoką temperaturą
powietrza, chociaż zrobiło się już zupełnie ciemno. Rozsiedliśmy się na tarasie
przed domkiem. Brat wyciągnął wino i zabawiał towarzystwo opowieściami o swoich
podróżach. Ja wsłuchiwałam się w rozmową i w dźwięki nadchodzącej nocy. W
pewnym momencie przyroda jakby przycichła a w oddali słychać było pohukiwanie
piorunów. Z minuty na minutę grzmoty stawały się głośniejsze, niebo rozbłyskało
co chwilę. Nadciągająca burza nie wystraszyła nas. Przeciwnie. Poszliśmy na
plażę. Tylko dzieci z bratową zostały w domku. Nigdy jeszcze nie byłam podczas
burzy nad wodą a chciałam zobaczyć jak wygląda to zjawisko nad jeziorem. To co
zobaczyłam było za razem i straszne i piękne, a na pewno pełne grozy i
romantyzmu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz