piątek, 30 stycznia 2015

Trzy precle – burza nad jeziorem



Wieczór zapowiadał się idealnie. Pośród licznych domków letniskowych znaleźliśmy nasz trzypokojowy drewniany domek z wielkim tarasem – nasze miejsce na nocleg. Dla każdego znalazło się miejsce. Mój mąż i ja wybraliśmy najmniejszy pokoik. Nam we dwójkę z powodzeniem taki będzie wystarczający. Zresztą ten najmniejszy naszym zdaniem był najprzytulniejszy. Po ulokowaniu się w domku, wszyscy ubraliśmy się w stroje kąpielowe i poszliśmy na pobliską plażę wykąpać się. Woda w jeziorze była przyjemnie ciepła. Z wielką przyjemnością położyłam się na wodzie poddając się delikatnemu falowaniu. Chwilo trwaj - pomyślałam. Po błogim dryfowaniu nabrałam ochotę na odrobinę szaleństwa z dzieciaczkami. Dorosła część towarzystwa dołączyła do naszych wygłupów. Najpierw ochlapywaliśmy siebie nawzajem wodą, robiąc przy tym wiele krzyku i hałasu. Później naszła nas chęć na zabawę z piłką. Najwięcej radości miały z tych spontanicznych zabaw w wodzie dzieciaki. W końcu przemęczone towarzystwo kolejno zaczęło wychodzić na plażę. Ja również. Po wyjściu z wody prawie natychmiast odczułam silne ssanie w żołądku. Dobrze, że oprócz ręczników i butelki z wodą mineralną zabrałam ze sobą słodycze. Sięgnęłam po nie i poczęstowałam współtowarzyszy wyprawy. Ucieszyłam się, że wszystkim smakował mój poczęstunek, okrzyknięty przez nich mianem najsmaczniejszych czekoladek. Słusznie je tak nazwano, bo jak ostatnio pisałam Pasja Advocat od Dr Gerarda to jedna z wielu przeze mnie lubianych słodkich propozycji od tego producenta. Na tej mojej top liście znajduje się również Torcik C-moll orzechowy. Są to najlepsze delikatne wafelki przekładane dwoma przepysznymi rodzajami kremów: kakaowym i orzechowym. Jeszcze inny rarytas, jakże uwielbiany przeze mnie to Patysie śmietankowe – najlepsze markizy o podłużnym kształcie przełożone kremem o smaku śmietankowym. Oczywiście wszystkie te wyroby cukiernicze są od tego samego producenta Dr Gerarda.
Z zamyślenia wybił mnie brat, trącając mnie w ramię. Trzeba pójść na kolację – zaproponował. Wszyscy pozbierali już swoje rzeczy i czekali na mnie. Szybko wytrzepałam ręcznik, wzięłam z piasku koszyk plażowy i dołączyłam do grupy. Za około pół godziny byliśmy umyci, przebrani i coraz bardziej głodni. Nie przywieźliśmy nic do jedzenia ze sobą, dlatego kolację zjedliśmy w pobliskim barze. Po powrocie do domku letniskowego dalej cieszyliśmy się piękną pogodą i wysoką temperaturą powietrza, chociaż zrobiło się już zupełnie ciemno. Rozsiedliśmy się na tarasie przed domkiem. Brat wyciągnął wino i zabawiał towarzystwo opowieściami o swoich podróżach. Ja wsłuchiwałam się w rozmową i w dźwięki nadchodzącej nocy. W pewnym momencie przyroda jakby przycichła a w oddali słychać było pohukiwanie piorunów. Z minuty na minutę grzmoty stawały się głośniejsze, niebo rozbłyskało co chwilę. Nadciągająca burza nie wystraszyła nas. Przeciwnie. Poszliśmy na plażę. Tylko dzieci z bratową zostały w domku. Nigdy jeszcze nie byłam podczas burzy nad wodą a chciałam zobaczyć jak wygląda to zjawisko nad jeziorem. To co zobaczyłam było za razem i straszne i piękne, a na pewno pełne grozy i romantyzmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz