środa, 28 stycznia 2015

Trzy precle i inne smakołyki



W mej pamięci mam taki jeden niezwykły dzień – jedno wspomnienie. Działo się to latem. Była przepiękna pogoda. Wspólnie z moim bratem i bratową zorganizowaliśmy dwudniowy wypad nad jezioro na Pojezierzu Augustowskim. Uwielbiam przyrodę i odkrywanie nowych miejsc, zatem łatwo się domyśleć jak bardzo cieszyłam się tym spontanicznym pomysłem. Dużo czasu nie mieliśmy na przygotowanie się do drogi. Właściwie to wyprawa miała być krótka, także spakowałam tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy, nie zapominając o strojach kąpielowych dla mnie i dla męża i oczywiście o naszych ulubionych słodkościach. Mam tu na myśli wyroby cukiernicze Dr Gerarda. Tym razem zabrałam ze sobą nasze ulubione i według nas najsmaczniejsze herbatniki o nazwie Petit Beurre. To takie kruche maślane ciasteczka. Ponieważ miała z nami jechać moja pięcioletnia bratanica o imieniu Zuzia, z tego względu wzięłam najlepsze na tę okazję herbatniki o zabawnej nazwie Zwierzaki. Kształty tych herbatników również odzwierciedlają sylwetki różnych zwierzątek i co jest równie istotne – są one przepyszne. Dla nieco starszych uczestników wyprawy przygotowałam wyśmienitą Pasję Advocat, również z bogatego asortymentu Dr Gerarda. Są to najsmaczniejsze czekoladki na kruchym ciasteczku, wypełnione puszystym kremem o smaku adwokat. Ciekawa byłam czy będą smakowały pozostałym wycieczkowiczom tak samo jak mi. Gdy byliśmy w połowie drogi do naszego celu, brat zadzwonił do kogoś i przy najbliższym zajeździe zatrzymał samochód. Czekaliśmy jakiś czas. Okazało się, że dołączył do nas drugim samochodem kolega mojego brata wraz z żoną i około ośmioletnim synkiem. Oboje z mężem zrozumieliśmy, że nasza wspólna wycieczka nie jest spontanicznym wypadem nad jezioro ale  misternie przygotowanym planem. Pomyślałam, iż brat obawiał się, że nie zdecydujemy się na wyjazd z uwagi na jego znajomych. Pomyślałam również, że nie potrzebne były jego obawy. Mój mąż i ja bardzo lubimy i cenimy jego przyjaciół. Kolejny etap naszej podróży upłynął bardzo szybko. Krajobrazy za oknami samochodu były niezwykle urokliwe. Jechaliśmy cały czas nieprzebranymi lasami, z pośród których od czasu do czasu przezierały lśniące tafle kolejno mijanych jezior. W jednym z takich cudownych miejsc zatrzymaliśmy się. Zorientowałam się, że brat dobrze zna to miejsce, po tym jak bezbłędnie trafił do recepcji ośrodka, w którym mieliśmy wynająć nocleg. Idąc cały czas rozglądałam się z zaciekawieniem. Podobało mi się tutaj. Ośrodek o typie bungalow był położony w sosnowym lesie. Powietrze pachniało igliwiem. Nieopodal, pośród konarów drzew zauważyłam jeziorko, z jednej strony porośnięte tatarakiem. Był już wieczór, a mimo to nadal było gorąco i trochę parno. Poczułam się szczęśliwa na samą myśl, że za chwilę będziemy się kąpać. Jeszcze tylko odnajdziemy swój domek i pobiegniemy nad wodę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz