W mej pamięci mam taki jeden
niezwykły dzień – jedno wspomnienie. Działo się to latem. Była przepiękna
pogoda. Wspólnie z moim bratem i bratową zorganizowaliśmy dwudniowy wypad nad
jezioro na Pojezierzu Augustowskim. Uwielbiam przyrodę i odkrywanie nowych miejsc,
zatem łatwo się domyśleć jak bardzo cieszyłam się tym spontanicznym pomysłem.
Dużo czasu nie mieliśmy na przygotowanie się do drogi. Właściwie to wyprawa
miała być krótka, także spakowałam tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy, nie
zapominając o strojach kąpielowych dla mnie i dla męża i oczywiście o naszych
ulubionych słodkościach. Mam tu na myśli wyroby cukiernicze Dr Gerarda. Tym
razem zabrałam ze sobą nasze ulubione i według nas najsmaczniejsze herbatniki o
nazwie Petit Beurre. To takie kruche maślane ciasteczka. Ponieważ miała z nami
jechać moja pięcioletnia bratanica o imieniu Zuzia, z tego względu wzięłam najlepsze
na tę okazję herbatniki o zabawnej nazwie Zwierzaki. Kształty tych herbatników
również odzwierciedlają sylwetki różnych zwierzątek i co jest równie istotne –
są one przepyszne. Dla nieco starszych uczestników wyprawy przygotowałam
wyśmienitą Pasję Advocat, również z bogatego asortymentu Dr Gerarda. Są to
najsmaczniejsze czekoladki na kruchym ciasteczku, wypełnione puszystym kremem o
smaku adwokat. Ciekawa byłam czy będą smakowały pozostałym wycieczkowiczom tak
samo jak mi. Gdy byliśmy w połowie drogi do naszego celu, brat zadzwonił do
kogoś i przy najbliższym zajeździe zatrzymał samochód. Czekaliśmy jakiś czas.
Okazało się, że dołączył do nas drugim samochodem kolega mojego brata wraz z
żoną i około ośmioletnim synkiem. Oboje z mężem zrozumieliśmy, że nasza wspólna
wycieczka nie jest spontanicznym wypadem nad jezioro ale misternie przygotowanym planem. Pomyślałam, iż
brat obawiał się, że nie zdecydujemy się na wyjazd z uwagi na jego znajomych.
Pomyślałam również, że nie potrzebne były jego obawy. Mój mąż i ja bardzo
lubimy i cenimy jego przyjaciół. Kolejny etap naszej podróży upłynął bardzo
szybko. Krajobrazy za oknami samochodu były niezwykle urokliwe. Jechaliśmy cały
czas nieprzebranymi lasami, z pośród których od czasu do czasu przezierały
lśniące tafle kolejno mijanych jezior. W jednym z takich cudownych miejsc
zatrzymaliśmy się. Zorientowałam się, że brat dobrze zna to miejsce, po tym jak
bezbłędnie trafił do recepcji ośrodka, w którym mieliśmy wynająć nocleg. Idąc
cały czas rozglądałam się z zaciekawieniem. Podobało mi się tutaj. Ośrodek o
typie bungalow był położony w sosnowym lesie. Powietrze pachniało igliwiem.
Nieopodal, pośród konarów drzew zauważyłam jeziorko, z jednej strony porośnięte
tatarakiem. Był już wieczór, a mimo to nadal było gorąco i trochę parno.
Poczułam się szczęśliwa na samą myśl, że za chwilę będziemy się kąpać. Jeszcze
tylko odnajdziemy swój domek i pobiegniemy nad wodę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz