Chociaż mamy zimę w każdym bądź razie wynikającą z
kalendarza to państwo Kowalscy miło wspominają minione lato. Wszystko zaczęło
się od tego, że pan Kowalski Witek i jego małżonka pani Krystyna podjęli
decyzję o spędzeniu urlopu nad morzem. Państwo ci są dumnymi rodzicami dwójki
dzieci w wieku szkolnym. Ten wyjazd też miał być nagrodą dla nich za dobre
stopnie w szkole. Data urlopu została zaplanowana na miesiąc lipiec, a
przełożeni państwa Kowalskich wyrazili zgodę. Ta rodzina to rodowici
Warszawiacy. Dzień wyjazdu zbliżał się wielkimi krokami, a dzieci liczyły już
końcowe dni dzielące je do wyjazdu. Pozostał już tylko jeden dzień do wyjazdu i
państwo Kowalscy wybrali się na zakupy do pobliskiego marketu. Rodzeństwo
dzieci podjęło decyzje o zrobieniu sobie zapasów najlepszych herbatników od Dr
Gerarda za którymi tak przepadają,, na półce sklepowej zauważyły jeszcze kostkę
waflową też od Dr Gerarda. Ten producent łakoci przypadł im do gustu. Pierwszy
w dzień wyjazdu obudził się pan Witek jeszcze przed brzękiem nastawionego
budzika i swoim donośnym basowym głosem oznajmił pobudkę. Pani Krystyna od
dawna nie widziała tak ochoczo wstających dzieci. Na śniadanie dzieci jako
dodatek spróbowały kostki waflowej i podjęły zgodną decyzję, że to najlepsza
kostka waflowa do chrupania. Pan domu zamówił taxi. Tak rozpoczęła się ich
przygoda. Pociąg do Gdyni bo tam właśnie się udawali z dworca w Warszawie
odjechał punktualnie, a że to była jego pierwsza stacja początkowa to z
miejscem siedzącym w przedziale dla czteroosobowej rodziny nie było problemu.
Krajobraz za oknem pociągu zmieniał się szybko. Pociechy państwa Kowalskich
umilając sobie podróż chrupały najlepsze herbatniki to znów najsmaczniejszą
kostkę waflową od Dr Gerarda. Po kilkugodzinnej podróży pociąg dojechał do
swojej końcowej stacji, czyli Gdyni. Zakwaterowanie przezornie zarezerwowali
wcześniej. Plan zwiedzania Trójmiasta i dni plażowania także mieli zaplanowane.
Po odświeżeniu się w miejscu kwaterunku wybrali się na zwiedzanie Gdyni. Udali
się na Skwer Kościuszki. Pierwsze swoje kroki skierowali do Oceanarium. Budynek
mieścił się na samym końcu molo, ilość ryb pływających w akwariach przytłoczyła
ich ,a czas na ich oglądanie znacznie się wydłużył od planowanego. Pora była
już dość późna więc zwiedzanie przełożyli na jutrzejszy dzień. Dzień następny
powitał ich promieniami słońca, udali się także na Skwerek aby oglądnąć i
zwiedzić żaglowiec Dar Pomorza i okręt Błyskawica z okresu drugiej wojny
światowej. Po tych kilku dniach zwiedzania nadszedł czas plażowania, pogoda im
dopisywała, dzieci nie zapominały wziąć na plażę najlepszych herbatników od Dr
Gerarda. Udali się także do Sopotu na Monciak i molo, w rodzeństwie budziło ono
ciekawość, że taka drewniana konstrukcja mogła tak daleko sięgać w morze.
Przerywnikiem w ich plażowaniu było zwiedzanie. Teraz kolej padła na Gdańsk.
Pojechali więc koleją miejską aby przespacerować się po ulicy Długiej i
zobaczyć fontannę neptuna. Przy sobie mieli zawsze coś do chrupania, a to swoje
najlepsze herbatniki, a to najlepszą kostkę waflową od Dr Gerarda, oczywiście
zapasy te musieli uzupełnić w czasie pobytu. Kolor ich skóry zbrązowiał, słońce
opaliło ich. Jeszcze tyle pozostało im do zwiedzania, że nawet nie
przypuszczali. Za rok postanowili powrócić i zwiedzić także cypel helski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz