wtorek, 20 stycznia 2015

Trzy precle – słodka rozrywka



Do Warszawy wyruszyliśmy wczesnym rankiem we czwórkę, tak jak było ustalone: Marta, Ola, mój mąż i ja. Wsiedliśmy do szynobusa a przed nami były jeszcze dwie przesiadki. Pogoda zapowiadała się przepiękna, było ciepło. Lipiec w tym roku po prostu nas rozpieszczał. Całej naszej czwórce humory dopisywały, wszak doczekaliśmy się wymarzonej wyprawy. Naszym rozmowom nieustannie towarzyszył śmiech. Opowiadaliśmy sobie różne zabawne historie. Otworzyłam zakupioną specjalnie na tę okazję paczkę Maltikeks Milk Choco. Dziewczyny chrupiąc garściami ciasteczka w formie miniaturowych kulek oznajmiły, że tak przepysznych kruchych ciasteczek z najsmaczniejszą mleczną czekoladą jeszcze nie jadły. Powiedziałam, że mam na dalszą podróż jeszcze inne słodycze od tego samego producenta Dr Gerarda. Wycieczka zapowiadała się wyśmienicie. Faktycznie po kolejnej przesiadce zaproponowałam im następny specjał z asortymentu Dr Gerarda. Ze wszystkich spróbowanych krakersów te były według mnie i mojego męża najlepszymi krakersami na rynku. Ściślej mówiąc chodzi tu o Krakersy mix w różnych kształtach. Dziewczyny jedząc miały dużo radochy. Wyciągały po omacku kraserski i licytowały się, która z nich wylosowała ciekawszy kształt. Wolałam na razie dziewczynkom nie mówić, że w moim plecaku mam ukryte jedno opakowanie Mafijnych Choco od Dr Gerarda. Dla zainteresowanych: są to trzy kruche herbatniki przełożone kremem czekoladowym i są one przepyszne. Z pewnością dziewczyny razem z moim mężem skutecznie przekonałyby mnie, że nie ma na co czekać, tylko od razu schrupać ten rarytas. W końcu minął drugi etap podróży i została nam tylko jedna przesiadka. Jak dobrze pójdzie to dowiozę te zachomikowane ciasteczka do Warszawy i wręczę je wujkowi. On również jest wielkim łasuchem a za słodyczami od Dr Gerarda wprost przepada. Ciotka bardzo go pilnuje aby nie przesadzał ze słodyczami, ale tej jednej paczki ciasteczek podarowanej wujaszkowi nie powinna mieć mi za złe. Po pięciogodzinnej podróży dotarliśmy do naszego celu. Szybciutko poszliśmy na tramwaj, bo na czasie nam niezwykle zależało. Chcieliśmy się rozpakować, pójść po zakupy do sklepu spożywczego, a jak zostanie nam trochę czasu to zdążylibyśmy jeszcze pójść, tak już na spokojnie na spacer albo do galerii. Dziewczynom zwłaszcza zależało na odwiedzeniu czym prędzej jakiejś galerii, był to czas letnich wyprzedaży. Bez przerwy opowiadały co chcą kupić, jakie ciuszki je interesują i nie chciały czekać do jutra. Ach ta młodzież. Chociaż prawdę mówiąc to je rozumiem. W końcu sama lubię zakupy w centrach handlowych i również miałam ochotę na kupno nowej dżinsowej bluzy na wyprzedaży. Jednak nasze plany nieco się pokrzyżowały. Na miejscu okazało się, że wujaszek ma dla nas inne zadanie do wykonania. Musieliśmy wykazać się cierpliwością i odłożyć nasze zakupy na następny dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz