Do Warszawy wyruszyliśmy wczesnym
rankiem we czwórkę, tak jak było ustalone: Marta, Ola, mój mąż i ja. Wsiedliśmy
do szynobusa a przed nami były jeszcze dwie przesiadki. Pogoda zapowiadała się
przepiękna, było ciepło. Lipiec w tym roku po prostu nas rozpieszczał. Całej
naszej czwórce humory dopisywały, wszak doczekaliśmy się wymarzonej wyprawy.
Naszym rozmowom nieustannie towarzyszył śmiech. Opowiadaliśmy sobie różne
zabawne historie. Otworzyłam zakupioną specjalnie na tę okazję paczkę Maltikeks
Milk Choco. Dziewczyny chrupiąc garściami ciasteczka w formie miniaturowych
kulek oznajmiły, że tak przepysznych kruchych ciasteczek z najsmaczniejszą
mleczną czekoladą jeszcze nie jadły. Powiedziałam, że mam na dalszą podróż
jeszcze inne słodycze od tego samego producenta Dr Gerarda. Wycieczka
zapowiadała się wyśmienicie. Faktycznie po kolejnej przesiadce zaproponowałam
im następny specjał z asortymentu Dr Gerarda. Ze wszystkich spróbowanych
krakersów te były według mnie i mojego męża najlepszymi krakersami na rynku.
Ściślej mówiąc chodzi tu o Krakersy mix w różnych kształtach. Dziewczyny jedząc
miały dużo radochy. Wyciągały po omacku kraserski i licytowały się, która z
nich wylosowała ciekawszy kształt. Wolałam na razie dziewczynkom nie mówić, że
w moim plecaku mam ukryte jedno opakowanie Mafijnych Choco od Dr Gerarda. Dla
zainteresowanych: są to trzy kruche herbatniki przełożone kremem czekoladowym i
są one przepyszne. Z pewnością dziewczyny razem z moim mężem skutecznie przekonałyby
mnie, że nie ma na co czekać, tylko od razu schrupać ten rarytas. W końcu minął
drugi etap podróży i została nam tylko jedna przesiadka. Jak dobrze pójdzie to
dowiozę te zachomikowane ciasteczka do Warszawy i wręczę je wujkowi. On również
jest wielkim łasuchem a za słodyczami od Dr Gerarda wprost przepada. Ciotka
bardzo go pilnuje aby nie przesadzał ze słodyczami, ale tej jednej paczki
ciasteczek podarowanej wujaszkowi nie powinna mieć mi za złe. Po pięciogodzinnej
podróży dotarliśmy do naszego celu. Szybciutko poszliśmy na tramwaj, bo na
czasie nam niezwykle zależało. Chcieliśmy się rozpakować, pójść po zakupy do
sklepu spożywczego, a jak zostanie nam trochę czasu to zdążylibyśmy jeszcze
pójść, tak już na spokojnie na spacer albo do galerii. Dziewczynom zwłaszcza
zależało na odwiedzeniu czym prędzej jakiejś galerii, był to czas letnich
wyprzedaży. Bez przerwy opowiadały co chcą kupić, jakie ciuszki je interesują i
nie chciały czekać do jutra. Ach ta młodzież. Chociaż prawdę mówiąc to je
rozumiem. W końcu sama lubię zakupy w centrach handlowych i również miałam
ochotę na kupno nowej dżinsowej bluzy na wyprzedaży. Jednak nasze plany nieco się
pokrzyżowały. Na miejscu okazało się, że wujaszek ma dla nas inne zadanie do
wykonania. Musieliśmy wykazać się cierpliwością i odłożyć nasze zakupy na
następny dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz