Każdy z nas czasami wybiera
się w podróż. Przeważnie jest ona zaplanowana i ustalona jakimi środkami
komunikacji będziemy jechać. Tak było ze mną i moją przyjaciółką. Nasza wyprawa
miała określony cel, a mianowicie jechałyśmy na kurs instruktora szachowego do
Jastrzębiej Góry. Praktycznie z południa, bo z Krakowa nad same morze. Bilet
dla nas kupiłam przez Internet, żeby było taniej i rzeczywiście mniej
zapłaciłam. Przed wyjazdem wstąpiliśmy do sklepu na małe zakupy. Oprócz bułek
kupiłam do kawy najsmaczniejsze markizy produkcji Dr. Gerarda. Uzbrojone w
najpotrzebniejsze rzeczy wreszcie wsiadłyśmy do pociągu. W naszym przedziale
wszystkie miejsca były zajęte. Liczyliśmy, że będzie trochę luźniej i zagramy
sobie w szachy. Z nami jechało między innymi małżeństwo z dwójką dzieci, być
może na ferie zimowe. Był też pan, który ciągle wychodził na papierosa. Pan
konduktor chodził cztery razy sprawdzać bilety. W pewnym momencie pociąg utkwił
w jednym miejscu i tak sobie stał dłuższy czas. Nikt nie wiedział, co to ma znaczyć.
Dopiero konduktor wędrował po pociągu i tłumaczył przyczyny opóźnienia.
Mianowicie nastąpiła awaria pociągu przed nami i musimy czekać, aż naprawią
usterkę. Na korytarzu zawrzało jak w ulu. Ludzie podenerwowani chodzili i
dyskutowali na temat transportu. Na dodatek jedno z dzieci przebudziło się i
zaczęło płakać. W tym momencie postanowiliśmy napić się kawy z termosu.
Koleżanka wyciągnęła najlepszą kostkę waflową Dr. Gerarda i poczęstowała dzieci.
Na widok łakoci dziecko przestało płakać. Dobry sposób myślę sobie na chwilę
wytchnienia. Pociąg miał opóźnienia ponad trzy godziny. Po męczącej, nieprzespanej
nocy wreszcie dotarłyśmy do Gdyni. Tam też miałyśmy trudności związane z
opóźnieniem pociągu, ponieważ autobus do Jastrzębiej Góry odjechał i musieliśmy
czekać na następny dwie godziny. Gdy w końcu dotarłyśmy na miejsce byłyśmy
wyczerpane. Na recepcji dostaliśmy klucze i zgłosiliśmy swój przyjazd
organizatorowi. W pokoju był telewizor, lodówka, radio. Jednym słowem pełny
apartament. Zajęcia rozpoczynały się dopiero następnego dnia. Wszystkich
uczestników było trzydzieści osób. Napięty program wykładów. Praktycznie od
rana z krótkimi przerwami do późnego południa. Nawet nie było czasu pospacerować
nad morzem, ponieważ musiałyśmy przygotować się na końcowy egzamin. W
przyszłości planuję uczyć dzieci w szachy. To moje hobby, a przy okazji może
być pracą. Po egzaminie otrzymaliśmy certyfikat upoważniający nas do nauki
szachów. Postanowiliśmy przedłużyć pobyt o dwa dni.
Następnego dnia zaraz po
śniadaniu poszłyśmy nad morze. Miałam wrażenie, że my sami jesteśmy w tym
niesamowitym miejscu. Nigdy nie byłam zimą na plaży i widok ten mnie zaskoczył.
Zmrożone grzywy fal, śnieżna plaża i biały piach unoszony przez hulający wiatr.
Po długim spacerze przyjemnie zmęczone wróciliśmy na obiad. Po obiedzie też
poszłyśmy korzystając z uroków morza w zimie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz