poniedziałek, 26 stycznia 2015

Grzybobranie

Witold był cenionym pracownikiem spółki, której profil pracy polegał na budowaniu kadłubów statków dla armatorów zagranicznych. Należał do grupy tych osób, które prowadziły prace w parach, a to z racji, że bardzo dobrze znał się na rysunku technicznym i bezbłędnie odczytywał położenie każdego elementu narysowanego na nim. Właśnie ustawiał ściankę działową wraz ze swoim pomocnikiem gdy podszedł do niego kolega z informacją, że jest w tą sobotę organizowany wyjazd autokarowy na grzybobranie. Uzgodnił z kolegą, że po śniadaniu pójdą się zapisać na ten wyjazd. Nadeszła przerwa i Witold udał się na stołówkę, zaparzył sobie kawę i zajął się jedzeniem ale oprócz kanapek w torbie znalazł też słodki dodatek, który żona zapakowała mu na drugie śniadanie czyli andruty od Dr Gerarda, które lubił sobie chrupać. Po skończonym śniadaniu wraz z kolegą udał się zapisać na ten wyjazd. Na liście zobaczyli nazwiska swoich kolegów dobrze im znanych z ich pracy. Czas wyjazdu i miejsce było z góry ustalone i było ono w tą sobotę o piątej godzinie. Ich pracodawca czasami dla swoich pracowników organizował różne imprezy, latem organizował dla nich grill z degustacją dzika. Było to podziękowanie za ich dobrą pracę i zaangażowanie. Po zapisaniu się na listę udali się do przerwanej pracy. To była środa, a więc jeszcze trzy dni do wyjazdu. Po powrocie do domu pan Witold podzielił się informacją o organizowanym wyjeździe na grzybobranie z małżonką. Pani Krystyna także lubiła jeść grzyby. Teraz w pracy Witolda głównym tematem poza czysto zawodowym był temat grzybobrania. Wszyscy chcieli aby tak dobra pogoda jaka była do tej pory się utrzymała. W piątek po pracy pan Witold wrócił w wyśmienitym humorze co udzieliło się także pani Krystynie, żartowała ona sobie, że zabraknie im weków do marynowania grzybów. Po obiedzie pan Witold zaczął chrupać najlepsze andruty od Dr Gerarda, które lubił podjadać, a pani Krystyna degustowała się najlepszą mleczną czekoladą od tego samego producenta. Już pod wieczór Witold udał się do piwnicy po kalosze specjalnie kupione na takie okazje jak grzybobranie. Przyniósł je do korytarza i ustawił w kącie tak aby ich jutro nie zapomnieć. Rano obudził ich budzik i wstali pan Witold by wybrać się na grzyby, a pani Krystyna aby przygotować mężowi jedzenie na śniadanie i na czas pobytu w lesie. Witold po skończonym śniadaniu przegryzł jeszcze najlepsze andruty i poszedł z koszykiem w jednym ręku, a w drugim z kaloszami. Otworzył bagażnik i je ułożył, po czym zamknął jego pokrywę, usiadł za kierownicą i ruszył. Na miejsce dotarł na czas. Zajął miejsce na siedzeniu przy szybie. Autobus ruszył i Witold sięgnął do koszyka sprawdzić co też jego żona przygotowała mu do jedzenia, znalazł tam też trochę słodkości,  najlepsze andruty i kawałek najlepszej mlecznej czekolady od Dr Gerarda uwielbianą przez jego żonę. Po przeszło godzinnej podróży dotarli na miejsce grzybobrania i udali się w las. Witold dobrze znał się na grzybach. Ich nazw i wyglądu nauczył go jego ojciec. Koszyk zapełniał mu się grzybami, także przed czasem odjazdu zjawił się przy autobusie z wypełnionym po brzegi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz