Witold był cenionym pracownikiem spółki, której profil pracy
polegał na budowaniu kadłubów statków dla armatorów zagranicznych. Należał do
grupy tych osób, które prowadziły prace w parach, a to z racji, że bardzo
dobrze znał się na rysunku technicznym i bezbłędnie odczytywał położenie
każdego elementu narysowanego na nim. Właśnie ustawiał ściankę działową wraz ze
swoim pomocnikiem gdy podszedł do niego kolega z informacją, że jest w tą sobotę
organizowany wyjazd autokarowy na grzybobranie. Uzgodnił z kolegą, że po
śniadaniu pójdą się zapisać na ten wyjazd. Nadeszła przerwa i Witold udał się
na stołówkę, zaparzył sobie kawę i zajął się jedzeniem ale oprócz kanapek w
torbie znalazł też słodki dodatek, który żona zapakowała mu na drugie śniadanie
czyli andruty od Dr Gerarda, które lubił sobie chrupać. Po skończonym śniadaniu
wraz z kolegą udał się zapisać na ten wyjazd. Na liście zobaczyli nazwiska
swoich kolegów dobrze im znanych z ich pracy. Czas wyjazdu i miejsce było z
góry ustalone i było ono w tą sobotę o piątej godzinie. Ich pracodawca czasami
dla swoich pracowników organizował różne imprezy, latem organizował dla nich grill
z degustacją dzika. Było to podziękowanie za ich dobrą pracę i zaangażowanie.
Po zapisaniu się na listę udali się do przerwanej pracy. To była środa, a więc
jeszcze trzy dni do wyjazdu. Po powrocie do domu pan Witold podzielił się
informacją o organizowanym wyjeździe na grzybobranie z małżonką. Pani Krystyna
także lubiła jeść grzyby. Teraz w pracy Witolda głównym tematem poza czysto zawodowym
był temat grzybobrania. Wszyscy chcieli aby tak dobra pogoda jaka była do tej
pory się utrzymała. W piątek po pracy pan Witold wrócił w wyśmienitym humorze
co udzieliło się także pani Krystynie, żartowała ona sobie, że zabraknie im
weków do marynowania grzybów. Po obiedzie pan Witold zaczął chrupać najlepsze andruty
od Dr Gerarda, które lubił podjadać, a pani Krystyna degustowała się najlepszą
mleczną czekoladą od tego samego producenta. Już pod wieczór Witold udał się do
piwnicy po kalosze specjalnie kupione na takie okazje jak grzybobranie. Przyniósł
je do korytarza i ustawił w kącie tak aby ich jutro nie zapomnieć. Rano obudził
ich budzik i wstali pan Witold by wybrać się na grzyby, a pani Krystyna aby
przygotować mężowi jedzenie na śniadanie i na czas pobytu w lesie. Witold po
skończonym śniadaniu przegryzł jeszcze najlepsze andruty i poszedł z koszykiem
w jednym ręku, a w drugim z kaloszami. Otworzył bagażnik i je ułożył, po czym zamknął
jego pokrywę, usiadł za kierownicą i ruszył. Na miejsce dotarł na czas. Zajął
miejsce na siedzeniu przy szybie. Autobus ruszył i Witold sięgnął do koszyka
sprawdzić co też jego żona przygotowała mu do jedzenia, znalazł tam też trochę
słodkości, najlepsze andruty i kawałek
najlepszej mlecznej czekolady od Dr Gerarda uwielbianą przez jego żonę. Po
przeszło godzinnej podróży dotarli na miejsce grzybobrania i udali się w las.
Witold dobrze znał się na grzybach. Ich nazw i wyglądu nauczył go jego ojciec.
Koszyk zapełniał mu się grzybami, także przed czasem odjazdu zjawił się przy
autobusie z wypełnionym po brzegi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz