wtorek, 13 stycznia 2015

spacer w lesie

Czy ktoś widział taką pogodę w styczniu, chyba raczej nie. Ciepło jakby była wiosna. Ja zaopatrzyłam się w narty biegowe z całym kombinezonem do biegania. Nie mogę się już doczekać, kiedy je wypróbuje. Biegać na nartach może prawie każdy. Narciarstwo biegowe jest łatwiejsze od zjazdowego. Nie trzeba jeździć w góry, czy wyjeżdżać kolejkami lub innymi wyciągami. Wystarczą tylko narty, kijki i zaśnieżony teren. Tutaj już biegacz napotyka na trudności, bo jest zależny od śniegu. Na szczęście, w ostatnich latach przez przynajmniej kilka tygodni w roku był śnieg. Prawie wszystkie szlaki i ścieżki turystyczne mogą posłużyć do biegania na nartach. Spacer na deskach wpływa na nasz organizm podobnie, jak nordic walking, który przecież powstał jako forma letnich treningów. Sunąc na biegówkach, wykorzystujemy dwa razy więcej mięśni niż podczas chodzenia, a prawdopodobieństwo nabawienia się kontuzji nie jest większe niż czasie zwykłego maszerowania po śniegu. Już w czasach prehistorycznych mieszkańcy Północnej Europy zaczęli używać czegoś, co przypominało narty, by ułatwić sobie poruszanie się po pokrytym śniegiem terenie.

To doskonały zimowy trening dla wszystkich lubiących ruch na świeżym powietrzu. Także świetny sposób na wzmocnienie nóg. Szczególnie zdrowe jest uprawianie tego sportu w lesie, gdzie powietrze jest wspaniałe, bez porównania czystsze niż w mieście, w którym przebywamy na, co dzień, a cisza i zaśnieżone drzewa podziałają na nasze samopoczucie pozytywnie. Mieszkam blisko lasu, a mój tata jest leśniczym. Czasem opowiada mi o zwierzętach i ich zwyczajach. To on zaraził mnie pasją chodzenia po lesie. Znam ścieżki bardzo dobrze i często jestem przewodnikiem dla moich kumpli. Nawet brak śniegu nie zniechęcił mnie do wędrówek po lesie. Jednak boję się sama chodzić, dlatego namawiam moje koleżanki, by mi towarzyszyły. Większość z nich nie wyraża ochoty na zimowy spacer. W piękną słoneczną sobotę przyszły trzy koleżanki i dwóch kolegów. Fajnie, bo mieliśmy naszych męskich opiekunów, a przy okazji wesołe towarzystwo. W lesie zachowywaliśmy się poprawnie. Podczas spaceru jedliśmy najlepszą kostkę waflową Dr. Gerarda. Wszystkim bardzo smakowała i zaraz znikła z pudełka. Także mieliśmy atrakcje obserwując zwierzęta. Najpierw zobaczyliśmy uszy, a po chwili widać było zająca. Czujnie się rozglądał, by po chwili zniknąć w gęstwinie drzew. Nagle słychać trzask. Na leśną dróżkę spada kawałek złamanej gałązki. To wiewiórka skakała po drzewie. Specjalnie pokierowałam grupką znajomych w głąb lasu do paśnika. W oddali już widać drewniany daszek pod, którym znajduje się siano, kasztany i żołędzie. Z daleka obserwowaliśmy jelenia jak sobie podjadał. Nie chcieliśmy bliżej podchodzić, by go nie wypłoszyć. Po trzygodzinnym rajdzie na świeżym powietrzu zaprosiłam towarzystwo na gorący bigos. Na deser podałam kawę z najsmaczniejszymi kruchymi wafelkami Dr. Gerarda. Moi goście byli bardzo zadowoleni z tej wyprawy.      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz