środa, 11 lutego 2015

Cyrk

Pewnego dnia do mieszkania państwa Kowalskich przybiegła ich córka z radosną nowiną, oznajmiła ona iż do miasta przyjechał cyrk. Pan Kowalski Witold i pani Kowalska Krystyna właśnie byli po obiedzie i pan Witek chrupał sobie najlepsze krakersy od Dr Gerarda, a pani Krystyna delektowała się najlepszą mleczną czekoladą od tego samego producenta. Wiadomość przekazana przez córkę rodzicom wzbudziła u nich ogromne zainteresowanie. Pan Witold przestał chrupać krakersy, a począł dopytywać się córki o źródło informacji o przyjeździe cyrku do miasta. Powiedziała ona, że na osiedlu stoi rozstawiony afisz z wizerunkiem klauna i dużym napisem cyrk. W trakcie tej rozmowy pani Krystyna zwróciła uwagę, że trzeba zobaczyć ten afisz i teraz pan Kowalski ubierał sandały (bo to było lato) aby pójść i zobaczyć to ogłoszenie o przyjeździe cyrku. Córka pana Witolda poprowadziła go do afiszu i teraz pan Witold przyglądał się jemu, rzeczywiście na nim widniał wizerunek barwnie przyodzianego klauna z wymalowaną buzią. To utwierdziło jego w przekonaniu, że do miasta przyjechał rzeczywiście cyrk i poszedł oznajmić żonie, że to jest prawda. Żona pana Witolda, Krystyna dopytywała się czy na afiszu widnieją daty i godziny przedstawienia, a pan Witold potwierdził, że jest tam ta informacja, i najdogodniejsza pora i czas dla nich na pójście na przedstawienie to będzie w niedzielę po obiedzie. Córka państwa Kowalskich bardzo się ucieszyła słysząc, że rodzice już ustalają godzinę i dzień wyjścia do cyrku. Po ustaleniu tych formalności pozostało im tylko kupić bilety wstępu na przedstawienie. Tym miał się zająć pan Witold. Następnego dnia pan Kowalski po pracy udał się do kasy cyrku aby zapłacić za bilet i zarezerwować miejsca. Miał dość duży wybór miejsc na widowni i wybrał te blisko areny aby ich córka jak i oni mogli z bliska podziwiać popisy artystów. Z tak kupionym biletem ruszył do domu. W progu drzwi przywitała go córka dopytując się czy tato kupił bilety na tak upragnione przedstawienie w cyrku. Pan Witek uśmiechnął się i pokazał córce bilety, a ona z radości ucałowała tatę. Wreszcie nadeszła niedziela, czas wyjścia państwa Kowalskich do cyrku. Pani Krystyna przyrządziła tego dnia szybciej obiad, a po zjedzeniu jego mieli jeszcze trochę czasu do wyjścia więc pan Witold pozwolił sobie na podjadanie najlepszych krakersów od Dr Gerarda, a pani Krystyna na degustację najlepszej mlecznej czekolady od tego samego producenta. Ich córka także sięgała do mamy na talerzyk po tą czekoladę. Do cyrku podjechali autobusem, jeszcze parę kroków i już byli w namiocie cyrkowym. Zajęli swoje miejsca na widowni, a pan Witold chrupał krakersy od Dr Gerarda, które przezornie wziął z sobą w siatkę. Wreszcie rozpoczęło się przedstawienie. Najpierw swój popis dali akrobaci wykonując ewolucje na linie pod samą czaszą namiotu cyrkowego, potem przyszła kolej na popisy tresury różnych zwierzaków ale najbardziej dzieciom przypadł do gustu popisy klaunów. Rodzina kowalskich zgodnie potwierdziła fakt iż to był miło, przyjemnie i zabawnie spędzony czas. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz