Pewnego dnia do mieszkania państwa Kowalskich przybiegła ich
córka z radosną nowiną, oznajmiła ona iż do miasta przyjechał cyrk. Pan
Kowalski Witold i pani Kowalska Krystyna właśnie byli po obiedzie i pan Witek
chrupał sobie najlepsze krakersy od Dr
Gerarda, a pani Krystyna delektowała się najlepszą mleczną czekoladą od
tego samego producenta. Wiadomość przekazana przez córkę rodzicom wzbudziła u
nich ogromne zainteresowanie. Pan Witold przestał chrupać krakersy, a począł
dopytywać się córki o źródło informacji o przyjeździe cyrku do miasta.
Powiedziała ona, że na osiedlu stoi rozstawiony afisz z wizerunkiem klauna i
dużym napisem cyrk. W trakcie tej rozmowy pani Krystyna zwróciła uwagę, że
trzeba zobaczyć ten afisz i teraz pan Kowalski ubierał sandały (bo to było lato)
aby pójść i zobaczyć to ogłoszenie o przyjeździe cyrku. Córka pana Witolda
poprowadziła go do afiszu i teraz pan Witold przyglądał się jemu, rzeczywiście
na nim widniał wizerunek barwnie przyodzianego klauna z wymalowaną buzią. To
utwierdziło jego w przekonaniu, że do miasta przyjechał rzeczywiście cyrk i
poszedł oznajmić żonie, że to jest prawda. Żona pana Witolda, Krystyna
dopytywała się czy na afiszu widnieją daty i godziny przedstawienia, a pan
Witold potwierdził, że jest tam ta informacja, i najdogodniejsza pora i czas
dla nich na pójście na przedstawienie to będzie w niedzielę po obiedzie. Córka
państwa Kowalskich bardzo się ucieszyła słysząc, że rodzice już ustalają
godzinę i dzień wyjścia do cyrku. Po ustaleniu tych formalności pozostało im
tylko kupić bilety wstępu na przedstawienie. Tym miał się zająć pan Witold.
Następnego dnia pan Kowalski po pracy udał się do kasy cyrku aby zapłacić za
bilet i zarezerwować miejsca. Miał dość duży wybór miejsc na widowni i wybrał
te blisko areny aby ich córka jak i oni mogli z bliska podziwiać popisy artystów.
Z tak kupionym biletem ruszył do domu. W progu drzwi przywitała go córka
dopytując się czy tato kupił bilety na tak upragnione przedstawienie w cyrku.
Pan Witek uśmiechnął się i pokazał córce bilety, a ona z radości ucałowała
tatę. Wreszcie nadeszła niedziela, czas wyjścia państwa Kowalskich do cyrku.
Pani Krystyna przyrządziła tego dnia szybciej obiad, a po zjedzeniu jego mieli
jeszcze trochę czasu do wyjścia więc pan Witold pozwolił sobie na podjadanie najlepszych
krakersów od Dr Gerarda, a pani
Krystyna na degustację najlepszej mlecznej czekolady od tego samego producenta.
Ich córka także sięgała do mamy na talerzyk po tą czekoladę. Do cyrku
podjechali autobusem, jeszcze parę kroków i już byli w namiocie cyrkowym.
Zajęli swoje miejsca na widowni, a pan Witold chrupał krakersy od Dr Gerarda, które przezornie wziął z
sobą w siatkę. Wreszcie rozpoczęło się przedstawienie. Najpierw swój popis dali
akrobaci wykonując ewolucje na linie pod samą czaszą namiotu cyrkowego, potem
przyszła kolej na popisy tresury różnych zwierzaków ale najbardziej dzieciom
przypadł do gustu popisy klaunów. Rodzina kowalskich zgodnie potwierdziła fakt
iż to był miło, przyjemnie i zabawnie spędzony czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz