piątek, 20 lutego 2015

Powrót



Nadeszła niedziela, dzień powrotu do domu ze szkolenia. Wstaliśmy z mężem wcześnie rano by się spakować. Jakoś tak jest, że o ile pakowanie się przed wypadem nie sprawia mi problemu, o tyle wykonywanie tej samej czynności przed powrotem jest bardzo przeze mnie nie lubiana. Niestety trzeba było wstać i zrobić swoje – nie było innego wyjścia. Szybko uwijaliśmy się, by za chwilę śpiesznie biec na śniadanie. Tego dnia oprócz kanapek i jajecznicy zaserwowali nam kakao i najsmaczniejsze na śniadanie herbatniki z najnowszej propozycji od producenta wyrobów cukierniczych Dr Gerarda. Te ciasteczka śniadaniowe, które opisuję mają nazwę Wit AM i są one dostępne w trzech odsłonach: Wit AM śliwka, musli, czekolada, drugi produkt do wyboru to Wit AM musli, jabłko, rodzynki oraz trzeci - Wit AM musli, mleko, czekolada. Każdy z obecnych dostał po dwa pojedyncze takie ciasteczka, bardzo estetycznie zapakowane. Nie wiem jak inni, ale ja i mój mąż otrzymaliśmy akurat te ze śliwką, czekoladą i musli. Dlaczego są tak znakomite na śniadanie. Dla przykładu te ze śliwką, dlatego że śliwka wspomaga trawienie, oprócz tego zawierają musli, dzięki czemu są bogate w błonnik, żelazo magnez, witaminy E i B1, poza tym czekolada jest dobrym źródłem energii, tak bardzo potrzebnej na cały dzień. I jeszcze jedno są one naprawdę smaczne. Można je z łatwością zabrać ze sobą do pracy, na spacer, w podróż, by w razie nagłego głodu po nie sięgnąć, a to dzięki temu, że są pakowane pojedynczymi porcjami. Przez chwilę wahałam się, czy zabrać je na drogę. W tym momencie mój mąż przyniósł prowiant wydawany w kuchni, a w nim były jeszcze dwa ciasteczka. Po śniadaniu oficjalnie pożegnaliśmy wszystkich. Zabraliśmy z pokoju swój bagaż. Zamykając pokój jeszcze jeden rzut okiem, czy wszystko zabrane i tak rozpoczęła się długa i ciężka podróż powrotna do domu. Cztery godziny w ciasnym busie były niezwykle męczące. Ogrzewanie raz grzało za mocno, to znowu było wyłączane zupełnie. Wówczas trzęsłam się jak osika. Gdzieś w połowie drogi zachciało nam się jeść. Przydały nam się prowianty. Posililiśmy się kanapeczkami i ciasteczkami popijając wodą mineralną. Przy najbliższym postoju, chyba już nie z głodu, a dla zabicia czasu kupiliśmy w sklepie przy stacji benzynowej jeszcze coś słodkiego do schrupania. Torcik waflowy od Dr Gerarda. Wybraliśmy go przede wszystkim dlatego, że jest to najlepszy kruchy wafelek z kakaowym nadzieniem i czekoladą. Ogólnie wafelki i andruty od Dr Gerarda są najsmaczniejsze. Gdy chrupaliśmy kupione na postoju wafelki podróż mijała nam jakoś szybciej. Gdy skończyły nam się łakocie, właśnie wjeżdżaliśmy do naszego miasta. Jak to dobrze – pomyślałam i odetchnęłam z ulgą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz