piątek, 27 lutego 2015

szczęśliwe zakończenie


 

Wracając z pracy spotkałam moją koleżankę i umówiliśmy się na sobotę u niej. Była jakaś zamyślona i mnie zaskoczyła swoim milczeniem. Pamiętam ją jako dziewczynę roztrzepaną i ciągle coś mówiącą. Nie pytałam wiele, ponieważ nie wypada się od razu rozpytywać. Zastanawiałam się co zanieść dzieciom i postanowiłam kupić najlepszą kostkę waflową Dr. Gerarda.  Poszłam do niej zaraz po południu chyba było koło godziny szesnastej. Dzieci były przeziębione, a jej mąż przywitał się i już go nie było. Nawet nie porozmawialiśmy jak nieraz. Okazało się, że koleżanka Basia miała lekką stłuczkę z jej winy. Samochód trochę obity lecz nikomu nic się nie stało. Niestety mąż Krzysiek nie odzywał się do niej od tego czasu. Już minął tydzień i nadal nie chce się pogodzić. Nie może zrozumieć, że w życiu zdarzają się także takie sytuacje, a nawet jeszcze gorsze.  Na dodatek teściowa wstąpiła na herbatę i musiała swoje trzy grosze dodać. Moja kumpelka Jest w depresji i nie może znieść tego wszystkiego. Porozmawiałyśmy sobie od serca, lecz to nic nie zmieniło. Myślałam jak pomóc i postanowiłam porozmawiać z jej mężem. Pracuje w sklepie meblowym. Okrężną drogą przedstawiłam mu stan, w którym znajduje się Monika. Trochę się buntował, że wtrącam się. Delikatnie uzasadniłam moją reakcję. Co było w mojej mocy, to już zrobiłam i nie zamierzam się dalej  angażować. Zajęłam się swoimi sprawami, ale dzwoniłam do koleżanki. Niestety nie było odzewu ze strony męża. Też nie planowałam odwiedzać ją w domu, by jeszcze nie pogorszyć napiętej sytuacji między nimi. Pewnego dnia byłam z chłopakiem w zacisznej kawiarni. Gdy się rozglądnęłam, to o mało nie zemdlałam z wrażenia. Kazik tak ma na imię mąż przyjaciółki siedział z młodziutką dziewczyną i jedli lody. Dopiero po chwili mnie zauważył i pobladł. Tym razem, to on do mnie zadzwonił i chciał się ze mną spotkać. Oczywiście zgodziłam się licząc na pogodzenie z Moniką. Zaprosił mnie do kawiarni i postawił mi kawę z ciastkiem. Rozmawialiśmy bardzo długo i bez skrępowania jak to było ostatnim razem. Ciekawa byłam czy rozmowa przyniesie efekty. Za parę dni zadzwoniła przyjaciółka wesoło opowiadając o pogodzeniu się ze swoim mężem. Tym razem ja zaprosiłam ich na kawę i coś słodkiego  do domu. Na tą okazję upiekłam ciasto niebo w ustach. Do tego celu użyłam najsmaczniejszych  biszkopcików Dr. Gerarda, a krem zrobiłam z serka twarogowego z wiaderku. Już nie wracaliśmy do minionych spraw. Zapoznałam ich z moim przyszłym mężem. Dużo rozmawialiśmy o naszym przyjęciu weselnym. Byłam bardzo szczęśliwa z ich minionego kryzysu małżeńskiego.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz