Wracając z pracy spotkałam moją koleżankę i umówiliśmy się
na sobotę u niej. Była jakaś zamyślona i mnie zaskoczyła swoim milczeniem.
Pamiętam ją jako dziewczynę roztrzepaną i ciągle coś mówiącą. Nie pytałam
wiele, ponieważ nie wypada się od razu rozpytywać. Zastanawiałam się co zanieść
dzieciom i postanowiłam kupić najlepszą kostkę waflową Dr. Gerarda. Poszłam do niej zaraz po południu chyba było
koło godziny szesnastej. Dzieci były przeziębione, a jej mąż przywitał się i
już go nie było. Nawet nie porozmawialiśmy jak nieraz. Okazało się, że
koleżanka Basia miała lekką stłuczkę z jej winy. Samochód trochę obity lecz
nikomu nic się nie stało. Niestety mąż Krzysiek nie odzywał się do niej od tego
czasu. Już minął tydzień i nadal nie chce się pogodzić. Nie może zrozumieć, że
w życiu zdarzają się także takie sytuacje, a nawet jeszcze gorsze. Na dodatek teściowa wstąpiła na herbatę i musiała
swoje trzy grosze dodać. Moja kumpelka Jest w depresji i nie może znieść tego
wszystkiego. Porozmawiałyśmy sobie od serca, lecz to nic nie zmieniło. Myślałam
jak pomóc i postanowiłam porozmawiać z jej mężem. Pracuje w sklepie meblowym.
Okrężną drogą przedstawiłam mu stan, w którym znajduje się Monika. Trochę się
buntował, że wtrącam się. Delikatnie uzasadniłam moją reakcję. Co było w mojej
mocy, to już zrobiłam i nie zamierzam się dalej angażować. Zajęłam się swoimi sprawami, ale
dzwoniłam do koleżanki. Niestety nie było odzewu ze strony męża. Też nie
planowałam odwiedzać ją w domu, by jeszcze nie pogorszyć napiętej sytuacji między
nimi. Pewnego dnia byłam z chłopakiem w zacisznej kawiarni. Gdy się
rozglądnęłam, to o mało nie zemdlałam z wrażenia. Kazik tak ma na imię mąż
przyjaciółki siedział z młodziutką dziewczyną i jedli lody. Dopiero po chwili
mnie zauważył i pobladł. Tym razem, to on do mnie zadzwonił i chciał się ze mną
spotkać. Oczywiście zgodziłam się licząc na pogodzenie z Moniką. Zaprosił mnie
do kawiarni i postawił mi kawę z ciastkiem. Rozmawialiśmy bardzo długo i bez
skrępowania jak to było ostatnim razem. Ciekawa byłam czy rozmowa przyniesie
efekty. Za parę dni zadzwoniła przyjaciółka wesoło opowiadając o pogodzeniu się
ze swoim mężem. Tym razem ja zaprosiłam ich na kawę i coś słodkiego do domu. Na tą okazję upiekłam ciasto niebo w
ustach. Do tego celu użyłam najsmaczniejszych biszkopcików Dr. Gerarda, a krem zrobiłam z
serka twarogowego z wiaderku. Już nie wracaliśmy do minionych spraw. Zapoznałam
ich z moim przyszłym mężem. Dużo rozmawialiśmy o naszym przyjęciu weselnym.
Byłam bardzo szczęśliwa z ich minionego kryzysu małżeńskiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz