Następnego dnia wstaliśmy
wczesnym rankiem. Byliśmy umówieni na spotkanie z moim bratem. Miał być
przejazdem w naszym mieście i obiecał, że znajdzie trochę czasu by nas
odwiedzić. Chciałam się jak najlepiej przygotować do tej wizyty a oprócz tego
miałam jeszcze kilka pilnych rzeczy do zrobienia. Długo nie zwlekając, z samego
rana zajęłam się wszystkim. Na koniec zostały przygotowania na przybycie
gościa. Od kilku dni zastanawiałam się co przygotować na obiad, co na przekąskę
i na deser. Pomyślałam też o mojej siedmioletniej bratanicy. Kupiłam dla niej
Kremisie od Dr Gerarda, które bardzo lubi. Te ciasteczka mają wyjątkowy smak, a
to zawdzięczamy połączeniu wybornej czekolady z najlepszym, kruchym herbatnikiem
i puszystym kremem o smaku śmietankowym. Ciekawy jest również kształt tych
czekoladek, przypomina on pluszowe misie. Dzieciaki wprost je uwielbiają i nie
tylko one. Ja również chętnie sięgam po takie pyszności. Po powrocie z
osiedlowego sklepu spożywczego zmobilizowałam się do przygotowywania obiadu.
Mój brat jest smakoszem ryb, zatem na dzisiejszy obiad zaplanowałam rybę.
Gotowanie dzisiejszego dnia jakoś marnie mi szło. Ciągle albo coś mi leciało z
rąk, to znowu coś się przypalało. Jednym słowem nie byłam w formie. Na
szczęście pomógł mi mój mąż i wspólnymi siłami dobrnęliśmy do końca
przygotowań. Na deser kupiłam niezawodne i dobre na każdą okazję
najsmaczniejsze kruche wafelki w pysznej czekoladzie deserowej o nazwie
Pryncypałki classic od wcześniej wspomnianego producenta wyrobów cukierniczych
Dr Gerarda. Zanim wyłożyłam wafelki na półmisek, nie mogliśmy się z mężem
powstrzymać i zjedliśmy kilka sztuk. Nie wiem czy coś by zostało, gdyby nie
zadzwonił telefon. Brat poinformował nas, że ma jakieś opóźnienia na trasie i
nie może przyjechać do nas. Zaproponował, że zatrzyma się na chwilę w pewnej
pizzerii i jeśli uda nam się tam dotrzeć za chwilę, to chciałby się z nami
widzieć. Zaskoczyła nas ta propozycja nie mniej przystaliśmy na nią. Szybko
narzuciliśmy kurtki i zabierając ze sobą Kremisie, pojechaliśmy na umówione spotkanie
komunikacją miejską. Na miejscu czekaliśmy krótką chwilę. Do lokalu wszedł brat
a z nim jeszcze dwoje ludzi. To też było dla nas zaskoczenie, bo spodziewaliśmy
się jego samego. Domyśliłam się, że brat nie chciał robić nam kłopotu, dlatego
wymyślił to spotkanie na mieście. Przedstawił nas sobie nawzajem i usiedliśmy
wszyscy przy stoliku. Okazało się, że z tego ogólnego zamieszania wynikło
całkiem miłe spotkanie. Na koniec umówiliśmy się na następne spotkanie, już u
nas w domu. Wychodząc z pizzerii podałam bratu najsmaczniejsze herbatniki dla
mojej małej bratanicy i życząc sobie wzajemnie szczęśliwego powrotu, rozstaliśmy
się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz