piątek, 27 lutego 2015

Nieoczekiwana zmiana planów



Następnego dnia wstaliśmy wczesnym rankiem. Byliśmy umówieni na spotkanie z moim bratem. Miał być przejazdem w naszym mieście i obiecał, że znajdzie trochę czasu by nas odwiedzić. Chciałam się jak najlepiej przygotować do tej wizyty a oprócz tego miałam jeszcze kilka pilnych rzeczy do zrobienia. Długo nie zwlekając, z samego rana zajęłam się wszystkim. Na koniec zostały przygotowania na przybycie gościa. Od kilku dni zastanawiałam się co przygotować na obiad, co na przekąskę i na deser. Pomyślałam też o mojej siedmioletniej bratanicy. Kupiłam dla niej Kremisie od Dr Gerarda, które bardzo lubi. Te ciasteczka mają wyjątkowy smak, a to zawdzięczamy połączeniu wybornej czekolady z najlepszym, kruchym herbatnikiem i puszystym kremem o smaku śmietankowym. Ciekawy jest również kształt tych czekoladek, przypomina on pluszowe misie. Dzieciaki wprost je uwielbiają i nie tylko one. Ja również chętnie sięgam po takie pyszności. Po powrocie z osiedlowego sklepu spożywczego zmobilizowałam się do przygotowywania obiadu. Mój brat jest smakoszem ryb, zatem na dzisiejszy obiad zaplanowałam rybę. Gotowanie dzisiejszego dnia jakoś marnie mi szło. Ciągle albo coś mi leciało z rąk, to znowu coś się przypalało. Jednym słowem nie byłam w formie. Na szczęście pomógł mi mój mąż i wspólnymi siłami dobrnęliśmy do końca przygotowań. Na deser kupiłam niezawodne i dobre na każdą okazję najsmaczniejsze kruche wafelki w pysznej czekoladzie deserowej o nazwie Pryncypałki classic od wcześniej wspomnianego producenta wyrobów cukierniczych Dr Gerarda. Zanim wyłożyłam wafelki na półmisek, nie mogliśmy się z mężem powstrzymać i zjedliśmy kilka sztuk. Nie wiem czy coś by zostało, gdyby nie zadzwonił telefon. Brat poinformował nas, że ma jakieś opóźnienia na trasie i nie może przyjechać do nas. Zaproponował, że zatrzyma się na chwilę w pewnej pizzerii i jeśli uda nam się tam dotrzeć za chwilę, to chciałby się z nami widzieć. Zaskoczyła nas ta propozycja nie mniej przystaliśmy na nią. Szybko narzuciliśmy kurtki i zabierając ze sobą Kremisie, pojechaliśmy na umówione spotkanie komunikacją miejską. Na miejscu czekaliśmy krótką chwilę. Do lokalu wszedł brat a z nim jeszcze dwoje ludzi. To też było dla nas zaskoczenie, bo spodziewaliśmy się jego samego. Domyśliłam się, że brat nie chciał robić nam kłopotu, dlatego wymyślił to spotkanie na mieście. Przedstawił nas sobie nawzajem i usiedliśmy wszyscy przy stoliku. Okazało się, że z tego ogólnego zamieszania wynikło całkiem miłe spotkanie. Na koniec umówiliśmy się na następne spotkanie, już u nas w domu. Wychodząc z pizzerii podałam bratu najsmaczniejsze herbatniki dla mojej małej bratanicy i życząc sobie wzajemnie szczęśliwego powrotu, rozstaliśmy się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz