wtorek, 17 lutego 2015

Dalszy ciąg wycieczki



Zimowe słońce świeciło dość mocno. Nad wodą utrzymywała się cały czas delikatna mgła. Było dość ciepło, nawet wiaterek wiejący od morza nie przeszkadzał w spacerze długim, sięgającym daleko w głąb Bałtyku, Sopockim molem. Mój mąż i ja robiliśmy pamiątkowe zdjęcia. Nasi przyjaciele i pozostali członkowie wycieczki tak samo.  W pewnym momencie nasza grupka się uszczupliła. Znikły nam z pola widzenia dwie osoby. Zmartwiliśmy się, bo czas naglił. Z trzech godzin przeznaczonych na zwiedzanie zostało nam około półtorej godziny. Kierowani doświadczeniem znaleźliśmy ich w nadwodnym barze znajdującym się nad molo. Gdy weszliśmy do środka, dostrzegliśmy ich w spokoju i beztrosce sączących powoli grzane wino. Daliśmy im kilka minut na dokończenie drinków i wyruszyliśmy w drogę powrotną na dworzec. Po drodze wstąpiliśmy na pizzę, która miała zastąpić nam obiad. To był prawdziwy wyścig z czasem, gdyż na realizację zamówienia czekaliśmy około dwudziestu minut. Udało się, zdążyliśmy. Najedzeni przyszliśmy na dworzec i po chwili nadjechał nasz pociąg. Zadowoleni, już bez trudu odnaleźliśmy nasze poczwórne miejsca i tak jak przedtem otrzymaliśmy poczęstunek w postaci napoju do wyboru. Tak jak w drodze do Sopotu wzięliśmy kawę z mlekiem, do której już tradycyjnie wyciągnęliśmy ciasteczka wyprodukowane przez firmę Dr Gerard. Jeszcze w Warszawie kupiłam na tę okoliczność najlepsze kruche wafelki o nazwie Pryncypałki Classic, oblane pyszną deserową czekoladą. Zajadaliśmy się we czwórkę. Mój mąż poczęstował również pozostałych członków naszej ekipy, którzy siedzieli nieco dalej. W mig opróżniliśmy całą 170 gramową paczkę. Wówczas Eliza wyciągnęła inny smakołyk a mianowicie najsmaczniejszą Rurkę Waflową Milk Choco Dr Gerarda, wypełnioną kremem skomponowanym z najlepszej mlecznej czekolady. Ponieważ paczka była prawie tak wielka jak ta poprzednia Eliza również obdzieliła pozostałych współtowarzyszy. Podczas naszej degustacji pociąg zatrzymywał się kilka krotnie. W czasie postoju włączał się megafon, z którego rozbrzmiewała muzyka Chopina. Maciek tak bardzo zafascynował się zasłyszanym utworem, że nie omieszkał zapytać konduktora o nazwę tego utworu, podczas kontroli biletów. Niestety pan konduktor nie zaspokoił ciekawości Maćka. Przeprosił go za brak wiedzy w tej kwestii i oddalił się do swoich obowiązków. Maciek jednak nie dawał za wygraną. Próbował za pomocą aplikacji zainstalowanej w komórce odnaleźć nazwę i numer tego tajemniczego dla nas utworu. W końcu dopiął swego i odnalazł obiekt swoich poszukiwań w Internecie. Było to Nokturn op. 9 nr 2 Fryderyka Chopina. W tym momencie podszedł do nas znajomy już nam pan konduktor z innym konduktorem, przedstawiając go jako znawcę muzyki poważnej. Pochwaliliśmy się, że rozszyfrowaliśmy interesujący nas utwór, równocześnie dziękując panom za zainteresowanie. Kiedy odeszli jednomyślnie stwierdziliśmy, że obsługa tego pociągu jest bardzo miła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz