Dzień po powrocie do domu, to dla
mnie i dla mojego męża czas nadrabiania zaległości w domowych obowiązkach. Od
razu po porannej toalecie musiałam pędzić do sklepu po podstawowe produkty
spożywcze takie jak chleb i mleko. Zaraz po przebudzeniu się zwykle parzę
poranną kawę z mlekiem. Dzisiejszego poranka wykonanie codziennego rytuału uniemożliwił
brak mleka. Ubrałam się czym prędzej i pobiegłam do najbliższego sklepu. Po
powrocie do domu mąż rozpakował siatki. Zauważyłam uśmiech na jego twarzy gdy wyciągał
z toreb owocowe jogurty, to zarówno jego jak i moja ulubiona przekąska. Niemniej
ucieszył się na widok najlepszych Markizów Mafijnych Choco z szerokiej oferty
wyrobów cukierniczych Dr Gerarda. Mąż miał ochotę od razu otworzyć opakowanie i
zająć się w sposób oczywisty zawartością w ramach śniadania. Ja stanowczo
odradziłam mu ten pomysł, mówiąc, że markizy są na później. Idąc do sklepu
spotkałam pod blokiem sąsiadkę i umówiłam się z nią na spotkanie u nas. Podobno
ma jakieś nowe zdjęcia na aparacie fotograficznym i będzie chciała prosić
mojego męża by przekopiował je na pamięć USB zwaną pendrive. Mąż posłuchał mnie
a ja profilaktycznie schowałam markizy do szafeczki by nie kusiły, zgodnie z
przysłowiem: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Widziałam rozczarowanie
w jego oczach, a znając go dobrze spodziewałam się takiego obrotu spraw.
Ponieważ staram się dbać o niego, jeszcze w sklepie obmyśliłam niespodziankę,
którą właśnie teraz wyciągnęłam z torebki. Były to te ciasteczka, które wczoraj
raz spróbowane tak bardzo posmakowały mojemu mężowi. Nie ukrywam, że także i
mnie. Mam tu na myśli wit AM musli, śliwka, czekolada od Dr Gerarda. Dla
odmiany dzisiejszego dnia kupiłam Wit AM musli, jabłko rodzynki. Zjedliśmy po
jednym ciasteczku do kawy. Okazały się równie smaczne jak te próbowane wczoraj.
Po śniadaniu każde z nas zajęło się swoimi obowiązkami. Ja nastawiłam pranie i
zasiadłam przed komputerem. Mąż odkurzył mieszkanie i powycierał kurze z mebli.
Czas upływał szybko. Nastała pora robienia obiadu. I tu okazało się, że brakuje
mi paru składników. Tym razem do sklepu poszedł mój mąż a ja zajęłam się
przygotowywaniem posiłku. Mąż wrócił w samą porę, gdy zupa pomidorowa się
dogotowywała. Dodałam do niej śmietankę przed chwilą przyniesioną ze sklepu. Po
zjedzonym obiadku i pozmywanych naczyniach, czekaliśmy na naszego gościa.
Czekając czas, niestety się dłużył niesamowicie. Wreszcie usłyszeliśmy pukanie
do drzwi. Gdy otworzyliśmy w drzwiach stanęła przez nas oczekiwana sąsiadka. W
rękach miała aparat fotograficzny i najsmaczniejsze czekoladki o nazwie Pasja
Kokos. Sąsiadka zawsze lubi nas zaskoczyć jakimś przysmakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz