niedziela, 8 lutego 2015

ferie zimowe

Wczorajszy dzień przekreślił nasze wspólne plany wyjazdowe na ferie zimowe z dziećmi. Po pracy zrobiłam zakupy i wracałam szybko do domu, bo wiał zimny wiatr i padał śnieg.  Poślizgnęłam się na chodniku i oczywiście niefortunnie przewróciłam. Nie dość tego, to wpadłam z chodnika do głębokiego rowu. Nie mogłam się ruszyć tak mnie bardzo bolała noga. Upadając puściłam siatkę, z której wyleciały niedawno zrobione zakupy. Na szczęście torebkę miałam przy sobie i zadzwoniłam na pogotowie. Nawet nie wiem, kiedy przyjechali, bo straciłam z bólu przytomność. Dopiero w szpitalu odzyskałam świadomość. Byłam już podłączona do jakiś kabelków, a nogę miałam w gipsie, bo była złamana. Lekarze zaplanowali dodatkowe badania związku z utratą   przytomności. Wieczorem zadzwoniłam i wszystko opowiedziałam mężowi. Dzieci siedmioletnia Kasia i dziesięcioletni Marcin bardzo przeżywali mój wypadek. Nazajutrz przyszedł mąż dziećmi przynieśli mi pidżamę, dwa ręczniki, przybory do mycia, banany, pomarańcza i najsmaczniejszą kostkę waflową Dr. Gerarda. Po czterech dniach opuściłam na jakiś czas szpital. Po paru tygodniach mam przyjechać na zdjęcie gipsu. Natomiast po badaniach okazało się, że mam podwyższony cukier oraz słabą morfologię. Moje pociechy nic nie wspominały o feriach zimowych, na które bardzo czekały. Mieliśmy jechać na tydzień do dziadków. Po długiej namowie mąż zawiózł dzieci na parę dni. Brat miał je przywieź. Kasia kupiła babci i dziadkowi najlepsze biszkopciki Dr. Gerarda.

Z moimi rodzicami mieszka brat z żoną i dwójka ich dzieci w podobnym wieku co moje. W ogóle nasze pociechy nie chciały wracać i w tej sytuacji zostały na całe ferie. Zjeżdżały na sankach, nartach. Dziadek chodził z nimi po lesie i opowiadał im o życiu zwierząt. Poszli w takie miejsce, gdzie zwierzęta często się pojawiają, bo mają naszykowane jedzenie. Wieczorami uczył grać w warcaby, szachy oraz inne gry planszowe. Mówił, że ważny jest kontakt z drugą osobą. Komputer tego nie zastąpi. Natomiast babcia była ze wszystkimi dziećmi w kinie. Poszli też do domu kultury, gdzie organizowali różne rodzaje gry i zabawy. Odbywały się czasami konkursy i każdy uczestnik dostawał nagrodę. To zachęca dziecko i mobilizuje. Babcia z ciocią zrobiły im radość i upiekły pączki. Te dwa tygodnie ferii szybko minęło. Ze smutną miną wracali do domu, by po niedzieli pójść z powrotem do szkoły. Natomiast ja siedziałam w domu i nudziłam się. Pracę bym sobie zawsze jakąś znalazła, gorzej z chęcią. Do południa miałam werwę, lecz po południu było już gorzej. Odwiedziły mnie koleżanki z pracy. Na szczęście miałam do kawy najsmaczniejsze markizy Dr Gerarda.            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz