Wczorajszy dzień przekreślił
nasze wspólne plany wyjazdowe na ferie zimowe z dziećmi. Po pracy zrobiłam
zakupy i wracałam szybko do domu, bo wiał zimny wiatr i padał śnieg. Poślizgnęłam się na chodniku i oczywiście
niefortunnie przewróciłam. Nie dość tego, to wpadłam z chodnika do głębokiego
rowu. Nie mogłam się ruszyć tak mnie bardzo bolała noga. Upadając puściłam
siatkę, z której wyleciały niedawno zrobione zakupy. Na szczęście torebkę
miałam przy sobie i zadzwoniłam na pogotowie. Nawet nie wiem, kiedy
przyjechali, bo straciłam z bólu przytomność. Dopiero w szpitalu odzyskałam
świadomość. Byłam już podłączona do jakiś kabelków, a nogę miałam w gipsie, bo
była złamana. Lekarze zaplanowali dodatkowe badania związku z utratą przytomności.
Wieczorem zadzwoniłam i wszystko opowiedziałam mężowi. Dzieci siedmioletnia
Kasia i dziesięcioletni Marcin bardzo przeżywali mój wypadek. Nazajutrz
przyszedł mąż dziećmi przynieśli mi pidżamę, dwa ręczniki, przybory do mycia,
banany, pomarańcza i najsmaczniejszą kostkę waflową Dr. Gerarda. Po czterech
dniach opuściłam na jakiś czas szpital. Po paru tygodniach mam przyjechać na
zdjęcie gipsu. Natomiast po badaniach okazało się, że mam podwyższony cukier
oraz słabą morfologię. Moje pociechy nic nie wspominały o feriach zimowych, na
które bardzo czekały. Mieliśmy jechać na tydzień do dziadków. Po długiej
namowie mąż zawiózł dzieci na parę dni. Brat miał je przywieź. Kasia kupiła
babci i dziadkowi najlepsze biszkopciki Dr. Gerarda.
Z moimi rodzicami mieszka
brat z żoną i dwójka ich dzieci w podobnym wieku co moje. W ogóle nasze
pociechy nie chciały wracać i w tej sytuacji zostały na całe ferie. Zjeżdżały
na sankach, nartach. Dziadek chodził z nimi po lesie i opowiadał im o życiu
zwierząt. Poszli w takie miejsce, gdzie zwierzęta często się pojawiają, bo mają
naszykowane jedzenie. Wieczorami uczył grać w warcaby, szachy oraz inne gry
planszowe. Mówił, że ważny jest kontakt z drugą osobą. Komputer tego nie
zastąpi. Natomiast babcia była ze wszystkimi dziećmi w kinie. Poszli też do
domu kultury, gdzie organizowali różne rodzaje gry i zabawy. Odbywały się
czasami konkursy i każdy uczestnik dostawał nagrodę. To zachęca dziecko i
mobilizuje. Babcia z ciocią zrobiły im radość i upiekły pączki. Te dwa tygodnie
ferii szybko minęło. Ze smutną miną wracali do domu, by po niedzieli pójść z powrotem
do szkoły. Natomiast ja siedziałam w domu i nudziłam się. Pracę bym sobie
zawsze jakąś znalazła, gorzej z chęcią. Do południa miałam werwę, lecz po
południu było już gorzej. Odwiedziły mnie koleżanki z pracy. Na szczęście
miałam do kawy najsmaczniejsze markizy Dr Gerarda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz