Długo zastanawiałam się, co
kupić koleżance Dorocie na imieniny, które obchodziła szóstego lutego. W końcu
wymyśliłam i kupiłam niebieskie wełniane
rękawiczki pasujące do jej czapki. Także najsmaczniejsze czekoladki Dr.
Gerarda. Dla dzieci miałam najlepszą mleczną czekoladę też produkcji Dr.
Gerarda. Nie robimy sobie drogich prezentów, jedynie tak symbolicznie coś
kupimy. Najważniejsze, że możemy się spotkać, bo człowiek wciąż zagoniony i
przekłada termin odwiedzin. Mieszkamy w
jednej miejscowości lecz rzadko widujemy się, chociaż jesteśmy przyjaciółkami.
Czasami się zastanawiam czy ludzie dawniej mieli więcej czasu. Na pewno dużo pracy
mieli w domu i na gospodarce. Na wsi pracowali zbiorowo na przykład przy
zbieraniu ziemniaków, czy koszeniu zboża. Więcej chodzili na piechotę do sklepu
i spotykali się z ludźmi. Wieczorami przychodzili do sąsiada, by porozmawiać sobie
i wymienić się doświadczeniami. Teraz niestety nadeszły inne czasy. Chcąc
spotkać się trzeba umówić się na daną godzinę i dzień. Być może to dobre, ale
nie ma spontaniczności. Przeważnie ludzie siedzą w domach i oglądają seriale.
Także komputery są dużym złodziejem czasu. Nawet dzieci mniej jeżdżą na sankach
i nartach. W ogóle w zimie mało maluchów jest na świeżym powietrzu. Ja z mężem
i dwójką naszych pociech poszliśmy na imieniny. Wiedziałam, że sobie i tak nie
porozmawiam z koleżanką, bo będzie więcej osób. W innym pokoju bawiły się
dzieci, a było ich sześcioro. Wszystkich
dorosłych było dwanaście osób. Poszłam jej pomóc przynieść herbatę i kawę. Na
stole do kawy położyła ciasto i biszkopciki Dr Gerarda. W pokoju u dzieci
wrzało jak w ulu więc poszłam zobaczyć co się tam dzieje. Właśnie chłopcy
walczyli o klocki. Trochę z nimi pobawiłam się zabawkami i zrobiło się względnie cicho. Maluchy lubią jak
się nimi ktoś zainteresuje. Opuściłam ich na chwilę, by wrócić za pół godziny.
Chciały grać na komputerze, ale koleżanka nie pozwoliła, bo więcej byłoby
kłótni, niż zabawy. Starsze dzieci nie chciały zajmować się młodszymi, tylko
odseparowały się w inny kąt pokoju. Trudno myślę sobie trzeba zająć się
maluchami. Gdy tak układaliśmy klocki. Przyjaciółki syn szybko biegł ze
szklanką soku i niefortunnie potknął się o dywan i wylądował jak długi na
środku pokoju, a szklanka rozbiła się i sok wypłynął na dywan. Wystraszyłam się
lecz miał szczęście upadając na dywan. Jedynie lekko się potłukł. Pozbierałam
szkła i umyłam dywan pochlapany sokiem. Potem jeszcze odkurzyłam, żeby nie
pozostało żadnych szkieł. Żegnając koleżankę zaprosiłam ich na rewizytę.
Obiecała, że na pewno przyjdzie z dziećmi. Musimy częściej się spotykać nie
tylko od święta. Dzieci były bardzo zadowolone z zabawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz