poniedziałek, 16 lutego 2015

imieniny przyjaciółki

Długo zastanawiałam się, co kupić koleżance Dorocie na imieniny, które obchodziła szóstego lutego. W końcu wymyśliłam i kupiłam  niebieskie wełniane rękawiczki pasujące do jej czapki. Także najsmaczniejsze czekoladki Dr. Gerarda. Dla dzieci miałam najlepszą mleczną czekoladę też produkcji Dr. Gerarda. Nie robimy sobie drogich prezentów, jedynie tak symbolicznie coś kupimy. Najważniejsze, że możemy się spotkać, bo człowiek wciąż zagoniony i przekłada termin  odwiedzin. Mieszkamy w jednej miejscowości lecz rzadko widujemy się, chociaż jesteśmy przyjaciółkami. Czasami się zastanawiam czy ludzie dawniej mieli więcej czasu. Na pewno dużo pracy mieli w domu i na gospodarce. Na wsi pracowali zbiorowo na przykład przy zbieraniu ziemniaków, czy koszeniu zboża. Więcej chodzili na piechotę do sklepu i spotykali się z ludźmi. Wieczorami przychodzili do sąsiada, by porozmawiać sobie i wymienić się doświadczeniami. Teraz niestety nadeszły inne czasy. Chcąc spotkać się trzeba umówić się na daną godzinę i dzień. Być może to dobre, ale nie ma spontaniczności. Przeważnie ludzie siedzą w domach i oglądają seriale. Także komputery są dużym złodziejem czasu. Nawet dzieci mniej jeżdżą na sankach i nartach. W ogóle w zimie mało maluchów jest na świeżym powietrzu. Ja z mężem i dwójką naszych pociech poszliśmy na imieniny. Wiedziałam, że sobie i tak nie porozmawiam z koleżanką, bo będzie więcej osób. W innym pokoju bawiły się dzieci, a było ich sześcioro.  Wszystkich dorosłych było dwanaście osób. Poszłam jej pomóc przynieść herbatę i kawę. Na stole do kawy położyła ciasto i biszkopciki Dr Gerarda. W pokoju u dzieci wrzało jak w ulu więc poszłam zobaczyć co się tam dzieje. Właśnie chłopcy walczyli o klocki. Trochę z nimi pobawiłam się zabawkami i  zrobiło się względnie cicho. Maluchy lubią jak się nimi ktoś zainteresuje. Opuściłam ich na chwilę, by wrócić za pół godziny. Chciały grać na komputerze, ale koleżanka nie pozwoliła, bo więcej byłoby kłótni, niż zabawy. Starsze dzieci nie chciały zajmować się młodszymi, tylko odseparowały się w inny kąt pokoju. Trudno myślę sobie trzeba zająć się maluchami. Gdy tak układaliśmy klocki. Przyjaciółki syn szybko biegł ze szklanką soku i niefortunnie potknął się o dywan i wylądował jak długi na środku pokoju, a szklanka rozbiła się i sok wypłynął na dywan. Wystraszyłam się lecz miał szczęście upadając na dywan. Jedynie lekko się potłukł. Pozbierałam szkła i umyłam dywan pochlapany sokiem. Potem jeszcze odkurzyłam, żeby nie pozostało żadnych szkieł. Żegnając koleżankę zaprosiłam ich na rewizytę. Obiecała, że na pewno przyjdzie z dziećmi. Musimy częściej się spotykać nie tylko od święta. Dzieci były bardzo zadowolone z zabawy.                          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz