Za oknami pada puszysty śnieg. Niedługo będzie trzeba odśnieżać chodnik i w koło
domu. Wczoraj z czteroletnim Wojtusiem
lepiłam bałwana. Nie pracuje, więc dużo wychodzę z maluchem na zimowy spacer i
bawimy się na śniegu, jeździmy na saneczkach. Wojtuś uwielbia wychodzić na
dwór. Mógłby przebywać cały dzień, bo trudno wytłumaczyć mu, że trzeba już iść
do domu. Za trzy tygodnie prawdopodobnie będę miała pracę jako sprzedawczyni w
biedronce. Już szukam pracy od dwóch lat i nie mogę znaleźć. Z męża pensji nie wystarczy nam na życie. Tutaj znów
zaczyna się problem z dzieckiem, ponieważ jest przyzwyczajony, że ja zawsze
jestem z nim. Będzie musiał się przestawić
do innych osób opiekujących się nim. Już rozmawiałam z mamą i teściową o tym
problemie. Ustaliliśmy, że będą przychodzić na zmianę lub będę dziecko
przywoziła. Na szczęście niedaleko mieszkają, bo w sąsiedniej wiosce. My od
niedawna mamy domek po dziadkach i dużo jest w nim do zrobienia. Niestety na razie finanse nie pozwalają nam na remont,
jedynie jakieś drobne mniej kosztowne remonty jak malowanie, tapetowanie. Razem
z mężem swoimi siłami te rzeczy wykonujemy. Teściowa swoje trzy grosze musi
wtrącić, że nie ładna tapeta lub kolor jakiś wymyślony. Jak już piszę o mamie męża, to muszę się śpieszyć ze
sprzątaniem. Właśnie dzisiaj zapowiedziała swoją wizytę, to się rzadko jej
zdarza, ponieważ przyjeżdża bez zapowiedzi. Po drodze wracając z miasta wysiada
wcześniej i jest do wieczora. Później mąż ją odwozi lub jedzie autobusem. Na
początku krępowałam się jej, bo jest pedantką i wszystko musi być na swoim
miejscu normalnie błysk w dzień powszedni. Często zastanawiam się co ona
sprząta przed świętami jak ma zawsze czysto. Ja jestem bałaganiarą co
posprzątam, to za niedługo zburzę szukając czegoś. Wprawdzie mam oględny
porządek na pierwszy rzut oka. Staram się być w miarę przygotowana na takie
zaskakujące wizyty. Nie mogę całkowicie narzekać, ponieważ pomaga mi przy
dziecku jak przyjeżdża i doradza w niektórych sprawach. Jest taką kobietą, że musi mieć
jakieś zajęcie. Na pewno u mnie nie ma nudów, chcę coś robić to jej nie bronię
wręcz przeciwnie jestem zadowolona. Przyjechała o godzinie trzynastej, kupiła
Wojtusiowi najsmaczniejszą czekoladkę mleczną Dr. Gerarda i sweterek. Nie mogę
nic powiedzieć, bo zawsze coś dziecku przywiezie. Poczęstowałam ją obiadem
specjalnie ugotowałam to co lubi. Mianowicie zupę pomidorową z ryżem, na drugie
danie ziemniaki, rolada z kurczaka i surówkę z kiszonej kapusty. Trochę była zaskoczona, że w zwykły dzień
tak sobie dogadzam. Po obiedzie synek poszedł spać, a my zrobiliśmy sobie kawę
i do niej miałam najlepsze biszkopciki i wafelki Dr. Gerarda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz