wtorek, 10 lutego 2015

wizyta teściowej


Za oknami pada puszysty śnieg. Niedługo będzie trzeba odśnieżać chodnik i w koło domu. Wczoraj z  czteroletnim Wojtusiem lepiłam bałwana. Nie pracuje, więc dużo wychodzę z maluchem na zimowy spacer i bawimy się na śniegu, jeździmy na saneczkach. Wojtuś uwielbia wychodzić na dwór. Mógłby przebywać cały dzień, bo trudno wytłumaczyć mu, że trzeba już iść do domu. Za trzy tygodnie prawdopodobnie będę miała pracę jako sprzedawczyni w biedronce. Już szukam pracy od dwóch lat i nie mogę znaleźć. Z męża pensji  nie wystarczy nam na życie. Tutaj znów zaczyna się problem z dzieckiem, ponieważ jest przyzwyczajony, że ja zawsze jestem z nim. Będzie musiał się  przestawić do innych osób opiekujących się nim. Już rozmawiałam z mamą i teściową o tym problemie. Ustaliliśmy, że będą przychodzić na zmianę lub będę dziecko przywoziła. Na szczęście niedaleko mieszkają, bo w sąsiedniej wiosce. My od niedawna mamy domek po dziadkach i dużo jest w nim do zrobienia. Niestety  na razie finanse nie pozwalają nam na remont, jedynie jakieś drobne mniej kosztowne remonty jak malowanie, tapetowanie. Razem z mężem swoimi siłami te rzeczy wykonujemy. Teściowa swoje trzy grosze musi wtrącić, że nie ładna tapeta lub kolor jakiś wymyślony. Jak już  piszę o mamie męża, to muszę się śpieszyć ze sprzątaniem. Właśnie dzisiaj zapowiedziała swoją wizytę, to się rzadko jej zdarza, ponieważ przyjeżdża bez zapowiedzi. Po drodze wracając z miasta wysiada wcześniej i jest do wieczora. Później mąż ją odwozi lub jedzie autobusem. Na początku krępowałam się jej, bo jest pedantką i wszystko musi być na swoim miejscu normalnie błysk w dzień powszedni. Często zastanawiam się co ona sprząta przed świętami jak ma zawsze czysto. Ja jestem bałaganiarą co posprzątam, to za niedługo zburzę szukając czegoś. Wprawdzie mam oględny porządek na pierwszy rzut oka. Staram się być w miarę przygotowana na takie zaskakujące wizyty. Nie mogę całkowicie narzekać, ponieważ pomaga mi przy dziecku jak przyjeżdża i doradza w niektórych  sprawach. Jest taką kobietą, że musi mieć jakieś zajęcie. Na pewno u mnie nie ma nudów, chcę coś robić to jej nie bronię wręcz przeciwnie jestem zadowolona. Przyjechała o godzinie trzynastej, kupiła Wojtusiowi najsmaczniejszą czekoladkę mleczną Dr. Gerarda i sweterek. Nie mogę nic powiedzieć, bo zawsze coś dziecku przywiezie. Poczęstowałam ją obiadem specjalnie ugotowałam to co lubi. Mianowicie zupę pomidorową z ryżem, na drugie danie ziemniaki, rolada z kurczaka i surówkę z kiszonej kapusty. Trochę była zaskoczona, że w zwykły dzień tak sobie dogadzam. Po obiedzie synek poszedł spać, a my zrobiliśmy sobie kawę i do  niej miałam najlepsze biszkopciki  i wafelki Dr. Gerarda.     

               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz