Zaprosiłam naszą sąsiadkę do
mieszkania szerokim gestem ręki. Od razu posadziłam ją na krześle przy stole,
gdzie stały wcześniej wyłożone na zdobiony półmisek przepyszne Markizy Mafijne
Choco od Dr Gerarda. Zaproponowałam
kawę. Sąsiadka zgodziła się z aprobatą. Mąż odpalił komputer i zajął się przerzucaniem
zdjęć z aparatu fotograficznego na pendrive. Po chwili do pokoju przyniosłam i
ustawiłam na stole parujące kubki z kawą. Aromat świeżo zaparzonej kawy
rozniósł się po całym mieszkaniu, wabiąc męża do stołu. Nasza sąsiadka
popijając drobnymi łyczkami kawę zaczęła z przejęciem opowiadać o swojej
wnuczce, która kilka dni wcześniej miała chrzest. Jest to jedyna jak na razie
jej wnuczka a do tego rzadko ją widuje. Powodem tego jest odległość, gdyż jej
córka z mężem mieszkają za granicą. Teraz przyjechali specjalnie do Polski na
okoliczność chrztu małej. Przy okazji z pewnością chcieli przedstawić nowego
członka rodziny swoim najbliższym. Sąsiadka z wielkim rozczuleniem opowiadała o
swojej kruszynce – jak była ubrana podczas chrztu, że w ogóle nie płakała
podczas uroczystości i tak dalej. Oboje z mężem słuchaliśmy jej opowieści,
podsuwając talerzyk z markizami. Sąsiadka odruchowo wzięła ciasteczko i po paru
kęsach zamyśliła się nad czymś. Po chwili powiedziała, że słodycze którymi ją
za każdym razem częstujemy wyjątkowo jej smakują. Dla przykładu te markizy to
dla niej wyśmienite połączenie najsmaczniejszych herbatników z przepysznym
kremem czekoladowym. Właściwie jak się ich spróbuje to trudno się od nich
oderwać – dodała. Równocześnie podsunęła nam opakowanie przyniesionych przez
siebie czekoladek od Dr Gerarda, mówiąc że koniecznie musimy je spróbować, bo
to najlepsze czekoladki według niej. Mąż otworzył opakowanie i poczęstowaliśmy
się. Sąsiadka miała rację te czekoladki na kruchym ciasteczku wypełnione kremem
o smaku kokosowym okazały się wyborne. Sąsiadka dalej ciągnęła swoją opowieść.
Później wspólnie obejrzeliśmy zdjęcia przyniesione przez sąsiadkę. Na niemal
każdym z nich była mała księżniczka czyli wnuczka naszego gościa. Ja natomiast
z przyjemnością zobaczyłam córkę sąsiadki, która na zdjęciach wyglądała
urzekająco. Miała piękną kreację i nienaganną figurę mimo niedawnej ciąży. Jej
twarz promieniała naturalnym pięknem i radością. Widać było, że jest
szczęśliwa. Po obejrzeniu zdjęć sąsiadka spojrzała na zegarek i śpiesznie zaczęła
zbierać się do wyjścia, tłumacząc, że musi przygotować kolację dla córki i jej
rodziny, gdyż z pewnością za chwilę wrócą ze spaceru. Nie musiała nas nawet
przekonywać. Zrozumiały nam był fakt, że musi się nacieszyć córką póki jest w
domy. Niedługo wyjedzie i zostanie jedynie kontakt telefoniczny i te zdjęcia,
aż do następnego jej przyjazdu. Tak zakończyły się nasze dzisiejsze rozmowy
przy kawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz