Karnawał dobiega końca. Spora
gromadka ludzi bawi się na balu karnawałowym. My z mężem nie poszliśmy w tym
roku. W zamian tego pojechaliśmy do rodzinki w odwiedziny. Mieszkają tam dzieci,
dlatego zaopatrzyłam się w najsmaczniejsze czekoladki i kostkę waflową Dr.
Gerarda. Wzięłam także ciasto zrobione bez pieczenia. Składniki: 300g
najlepszych herbatników Dr. Gerarda- 1 puszka masy toffi, 2 budynie śmietankowe
bez cukru, 750 ml mleka, 1 1/2 kostki masła, 3/4 szklanki białego cukru, 16g
cukru waniliowego, 500ml śmietany kremówki 30 procentowej, 2 śmietan-fixy, 2
łyżeczki żelatyny, 4 płaskie łyżki cukru pudru, 1 całą gorzką czekoladę. Sposób
wykonania:
Puszkę z masą toffi wstawiłam
do miseczki z gorącą wodą, aby puszka się podgrzała, a jej zawartość bardziej
zmiękła. Blaszkę wyścieliłam folią aluminiową. Na spód blaszki wyłożyłam
herbatniki. Na herbatnikach rozsmarowałam masę toffi. Następnie przykryłam
drugą warstwą ułożonych herbatników. Oba budynie ugotowałam w 750 ml mleka, żeby
były gęstsze. W trakcie gotowania nie słodziłam budyniów. Ugotowany budyń
odstawiłam do ostygnięcia.
Wystudzony budyń miksowałam
stopniowo z miękim masłem, 3/4 szklanki cukrem i z cukrem waniliowym, ucierając
masło z cukrami stopniowo dodawałam chłodny budyń. Utartą, słodką budyniową
masę rozsmarowałam na ułożonych herbatnikach. Rozsmarowaną masę przykryłam
trzecią i ostatnią warstwą herbatników.
Śmietanę kremówkę ubiłam z 4
łyżkami cukru pudru i z 2 śmietan-fixami, miksowałam aż śmietana była gęsta, rozpuściłam
żelatynę w trzech łyżkach gorącej wody i chłodną wlałam do ubitej śmietany. Wyłożyłam
ubitą, słodką śmietanę na ułożone wcześniej herbatniki. Śmietanę równo
rozsmarowałam, a na jej wierzch na tarce, na dużych oczkach starłam gorzką czekoladę.
Po przygotowaniu ciasta schowałam do lodówki i pozostawiłam tam na kilka
godzin, by bardziej stężało. Nie miałam problemów
dowiezieniem tego smakołyku, bo pojechaliśmy autem na sobotę i niedzielę. Przy
okazji odwiedziliśmy trzy rodziny mieszkające w pobliżu. Brat z bratową prowadzi
szkółkę ogrodniczą i w tej chwili ma więcej czasu wolnego. Dopiero od marca
zacznie się przesadzanie różnych roślin. Teraz pilnuje, by rośliny w szklarni
kiełkowały. Ma dwie bardzo duże szklarnie z ogrzewaniem i natryskami. Weszłam
do środka i widziałam tysiące malutkich doniczkowych miniaturek. Sezonowo
zatrudnia trzy kobiety i dwóch mężczyzn. Jest tego tak wiele, że nie są w
stanie własnymi rękoma zrobić. Też w nocy wyjeżdża na giełdę z tymi roślinami.
Czy deszcz, czy pogoda muszą wykonywać swoje zadania. Miło było spotkać się i
porozmawiać. Wróciliśmy w poniedziałek rano z dwójką dzieci, które planują
spędzić u nas ferie zimowe. Ja na razie nie pracuję, bo mi nie przedłużyli
umowy. Dopiero od przyszłego miesiąca jest nadzieja na zatrudnienie się w nowej
firmie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz