Luty to okres karnawału
kojarzy nam się z zabawami i oczywiście z pieczeniem chrustów, faworków i
pączków. Co roku piekę pączki niekoniecznie w tłusty czwartek. Przeważnie tą
czynność wykonuje w sobotę, ponieważ przygotowanie i pieczenie wymaga dużo
czasu. Mam pomocnika w postaci córki. Tak było też w tym roku. W sobotę od
samego rana wyrobiłam ciasto. Po wyrośnięciu wykrawałam szklanką krążki.
Małgosia kładła marmoladę o smaku różanym i łączyła dwa ciasta razem. Trochę
jeszcze podrosło, ale żeby nie wyruszyło się za bardzo. To jest bardzo istotna
rada, ponieważ usmażą się nieforemne. Następnie piekłyśmy wkładając do gorącego
tłuszczu. Ja daję pół oleju rzepakowego rafinowego i połowę smalcu. Koniecznie
przed smażeniem lub podczas smażenia daje kawałki surowych ziemniaków. To
powoduje, że pączki mniej przypalają się. Po usmażeniu najpierw układam na
serwetki papierowe, by obciekł tłuszcz. Potem kładę na tacę i posypuję cukrem
pudrem z cukrem waniliowym. Wszystkich pączków wyszło sześćdziesiąt trzy. Po
południu przyszli zaproszeni goście rodzice i siostra z mężem i dziećmi. Siostra Marysia przyniosła najsmaczniejszą
kostkę waflową Dr. Gerarda, a mamusia dała mi najlepsze czekoladki Dr. Gerarda.
Na dużym stole przykrytym kolorowym obrusem położyłam trzy talerze pączków,
talerz z kostką waflową i talerzyk z czekoladkami. Obok tego były talerzyki i
dwa kartony z sokiem pomarańczowym. Dorośli pili kawę, a dzieci według upodobań
herbatę lub sok. Wszyscy bardzo lubią moje pączki, bo nie są nasączone
tłuszczem. Ten przepis jest już przeze mnie od dawna wypróbowany. Piekę
przeważnie raz lub dwa razy w roku. W tym dniu nikt nie zważał na kalorie,
chociaż każdy dobrze wie o wartości kalorycznej tego smakołyku. Po karnawale potrzebny
będzie zwiększony ruch w postaci spacerów z kijkami, na bieżni, na rowerze
stacjonarnym w zimie i spalimy zbędne kilogramy. Zainteresowała mnie historia
pączka. Już w starożytnym Rzymie świętowano ostatnie dni kończącej się zimy i nadchodzącą
wiosnę. Był to czas tańców, picia i jedzenia smakowitych potraw. W osiemnastym wieku narodziła się w Polsce
tradycja pieczenia. Na początku były to racuchy, pampuchy. Pierwsze pączki były
z twardszego ciasta i nadziewane słoniną. W tradycji jedzenia pączków narosło
wiele przesądów. Jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje chociaż jednego pączka,
to nie będzie się mu wiodło. Dawniej przygotowując pączki nadziewali między
innymi migdałem lub orzechem. Kto na takiego trafi, to będzie miał w życiu
szczęście. Wiadomo, że to tylko legenda i szczęście w dużej mierze zależy od
nas samych, a nie od pączka. W następną sobotę usmażę chrusty i tym samym
zakończę pieczenie karnałowych smakowitości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz