Dzisiejszy dzień ustanowiliśmy
wspólnie z mężem dniem domowych porządków. Poczynając od świąt często
wyjeżdżaliśmy. Pomijając wyjazdy było jeszcze trochę innych zajęć, więc tę
część domowych obowiązków trochę zaniedbaliśmy. Jeśli nawet sprzątaliśmy to
tylko po łebkach. Teraz nadszedł czas aby to nadrobić i to rzetelnie. Gdy
uporaliśmy się z poranną toaletą i wypiliśmy mocną kawę ze śniadaniem oboje
wzięliśmy się za porządki. Po paru godzinach szorowania, pucowania i
wdychania intensywnych zapachów wydzielanych
przez żrące detergenty mieliśmy serdecznie dość sprzątania. Jednogłośnie
zarządziliśmy przerwę na krótki odpoczynek przed dalszymi porządkami, a tego
było jeszcze sporo przed nami. Mąż zajął się parzeniem kawy w nadziei, że
postawi nas na nogi. Ja zaś dla pokrzepienia sił poszukałam w szafeczce czegoś
słodkiego. Jakże wielka była nasza radość, gdy jakimś cudem wyszperałam paczkę biszkoptów
o nazwie: Pałeczki kremowe truskawkowe od Dr Gerarda. To było to czego akurat
teraz potrzebowaliśmy – najlepsze biszkopciki o podłużnym kształcie, przełożone
przepysznym nadzieniem śmietankowo truskawkowym – to z pewnością doda nam
energii. Piliśmy naszą ulubioną kawę rozpuszczalną z odrobiną mleka i cukru,
delektując się przy tym smakiem najsmaczniejszych biszkoptów. Jest jeszcze inna
wersja tych pysznych biszkoptów, gdzie nadzienie śmietankowo truskawkowe
zastąpiono śmietankowo morelowym i są one równie dobre. Dla uściślenia noszą
one nazwę Pałeczki kremowe morelowe. Oczywiście producent ten sam. Po takim
energetycznym drugim śniadaniu z nowymi siłami zabraliśmy się do pracy i w mig
uporaliśmy się z naszymi porządkami. Usiedliśmy z zadowoleniem oglądając efekty
naszej harówki. Po chwilowym odpoczynku zajęłam się odgrzewaniem obiadu. Gdy
zmywałam naczynia po obiedzie, myśląc o wypoczynku przed komputerem, usłyszałam
pukanie do drzwi. Odwiedziła nas ciocia męża mieszkająca niedaleko nas. Ciocia
często wpada do nas bez uprzedzenia. Dzisiaj również zrobiła nam taką
niespodziankę. Zaproponowaliśmy jej coś do picia. Poprosiła o kawę. Chciałam
poczęstować ją czymś słodkim ale przy naszym drugim śniadaniu zjedliśmy
ostatnią paczkę ciastek jaka była w domu. Już wysyłałam męża do sklepu. Jednak
ciocia go powstrzymała, mówiąc że wpadła tylko na chwilkę, jednocześnie
wyciągając z torebki jakąś szeleszczącą niebieską paczuszkę. Poprosiła mnie o
salaterkę, a gdy ją podałam wysypała zawartość tajemniczego opakowania.
Rozmawialiśmy częstując się malutkimi kruchymi ciasteczkami otulonymi
najsmaczniejszą mleczną czekoladą, która powolutku topiła się w ustach
uwalniając przepyszne ciasteczko. Prawdziwa rozkosz dla podniebienia. Ciocia
chwaląc ład i porządek w naszym mieszkaniu, skutecznie zawróciła mnie z
wędrówki po krainie smakowych doznań. Usłyszałam jej słowa i ucieszyłam się, że
nasz wysiłek został dostrzeżony i doceniony. Kiedy ciocia zniknęła za drzwiami
naszego mieszkania obejrzałam dokładnie opakowanie po ciasteczkach. Okazało
się, że te tajemnicze ciasteczkowe draże to Maltikeks Milk Choco od Dr Gerarda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz