Po zajęciach zaprosiliśmy naszych
przyjaciół Maćka i Elizę do naszego pokoju na kawę. Do kawy przygotowałam coś
słodkiego. Najsmaczniejsze markizy: Mafijne Black od Dr Gerarda. Moim zdaniem.
Ich wyjątkową cechą jest ciekawe połączenie smaków, gdzie trzy najlepsze
kakaowe herbatniki przełożono kremem o smaku śmietankowym. Takie połączenie
bardzo mi pasuje. Są one nie tylko smaczne ale i bardzo efektownie wyglądają na
półmisku, zachęcając do spróbowania. Podczas poczęstunku nasi mężowie zaprosili
nas obie na wspólny wyjazd do centrum miasta. Chętnie zgodziłyśmy się na ich
propozycję. Dosyć miałyśmy siedzenia w ośrodku. Po południowych zajęciach
szybko ubraliśmy się i poszliśmy we czwórkę na przystanek autobusowy. Do
centrum jechaliśmy autobusem komunikacji miejskiej. W dwadzieścia minut
dojechaliśmy do naszego celu. Gdy wysiedliśmy zapytałam chłopaków co będziemy
tu robić, lecz oni zachowywali się bardzo tajemniczo. Prowadzili nas w nieznane
rejony miasta. W końcu zatrzymali się i powiedzieli, że jesteśmy na miejscu.
Przed nami znajdował się jakiś lokal z szyldem: kawiarnia. To była dla mnie i
Elizy naprawdę miła niespodzianka. Weszliśmy do środka. Panował tu miły klimat –
taki jak lubię. Podobają mi się takie wnętrza z retro mebelkami, z zapalonymi
lampkami nocnymi na stolikach. Było tam przytulnie i romantycznie w sam raz na Walentynkowy
wieczór. Po zajęciu przez nas miejsc przy stoliku, kelnerka przyniosła nam
karty z menu. Długo zastanawiałam się co zamówić. Były i ciasta i lody.
Wreszcie skusiłam się na kawę i lody w pucharku. Lody były wyśmienite a do kawy
dostałam okrągłe ciasteczko z dziurką, posypane kryształkami cukru, które wyglądało
i smakowało identycznie jak najlepsze herbatniki Deserowe z cukrem od Dr
Gerarda, ostatnio z tak wielkim apetytem schrupane przez nas podczas wycieczki
do Sopotu. Szczęśliwi i uśmiechnięci od ucha do ucha, po miło spędzonych
chwilach w kawiarni wracaliśmy do naszego ośrodka. Na ulicach zrobiło się już
ciemno i trochę chłodniej niż przedtem. Po dotarciu na przystanek czekaliśmy na
autobus powrotny a on jak na złość nie przyjeżdżał, chociaż godzina planowego
przyjazdu dawno minęła. Zaczęłam się martwić, bo chłód coraz bardziej mi
doskwierał. Ludzie czekający razem z nami na przystanku mówili coś o jakimś
wypadku na trasie, który spowodował utrudnienia w ruchu drogowym. W
konsekwencji mogło to mieć wpływ na uniemożliwienie w dotarciu na czas naszego
autobusu. Czekaliśmy i czekaliśmy jeszcze bardzo długo. Jakże wielka była nasza
radość, gdy nareszcie zobaczyliśmy nasz upragniony autobus. Do hotelu
przyjechaliśmy zupełnie przemarznięci. Podratowaliśmy stan naszych organizmów
gorącą herbatą oraz równie gorącymi flaczkami otrzymanymi podczas kolacji. Podsumowując, ogólnie
ten nasz wypad do centrum, pełen niespodzianek wspominam bardzo miło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz