środa, 18 lutego 2015

Niespodzianka na Walentynki



Po zajęciach zaprosiliśmy naszych przyjaciół Maćka i Elizę do naszego pokoju na kawę. Do kawy przygotowałam coś słodkiego. Najsmaczniejsze markizy: Mafijne Black od Dr Gerarda. Moim zdaniem. Ich wyjątkową cechą jest ciekawe połączenie smaków, gdzie trzy najlepsze kakaowe herbatniki przełożono kremem o smaku śmietankowym. Takie połączenie bardzo mi pasuje. Są one nie tylko smaczne ale i bardzo efektownie wyglądają na półmisku, zachęcając do spróbowania. Podczas poczęstunku nasi mężowie zaprosili nas obie na wspólny wyjazd do centrum miasta. Chętnie zgodziłyśmy się na ich propozycję. Dosyć miałyśmy siedzenia w ośrodku. Po południowych zajęciach szybko ubraliśmy się i poszliśmy we czwórkę na przystanek autobusowy. Do centrum jechaliśmy autobusem komunikacji miejskiej. W dwadzieścia minut dojechaliśmy do naszego celu. Gdy wysiedliśmy zapytałam chłopaków co będziemy tu robić, lecz oni zachowywali się bardzo tajemniczo. Prowadzili nas w nieznane rejony miasta. W końcu zatrzymali się i powiedzieli, że jesteśmy na miejscu. Przed nami znajdował się jakiś lokal z szyldem: kawiarnia. To była dla mnie i Elizy naprawdę miła niespodzianka. Weszliśmy do środka. Panował tu miły klimat – taki jak lubię. Podobają mi się takie wnętrza z retro mebelkami, z zapalonymi lampkami nocnymi na stolikach. Było tam przytulnie i romantycznie w sam raz na Walentynkowy wieczór. Po zajęciu przez nas miejsc przy stoliku, kelnerka przyniosła nam karty z menu. Długo zastanawiałam się co zamówić. Były i ciasta i lody. Wreszcie skusiłam się na kawę i lody w pucharku. Lody były wyśmienite a do kawy dostałam okrągłe ciasteczko z dziurką, posypane kryształkami cukru, które wyglądało i smakowało identycznie jak najlepsze herbatniki Deserowe z cukrem od Dr Gerarda, ostatnio z tak wielkim apetytem schrupane przez nas podczas wycieczki do Sopotu. Szczęśliwi i uśmiechnięci od ucha do ucha, po miło spędzonych chwilach w kawiarni wracaliśmy do naszego ośrodka. Na ulicach zrobiło się już ciemno i trochę chłodniej niż przedtem. Po dotarciu na przystanek czekaliśmy na autobus powrotny a on jak na złość nie przyjeżdżał, chociaż godzina planowego przyjazdu dawno minęła. Zaczęłam się martwić, bo chłód coraz bardziej mi doskwierał. Ludzie czekający razem z nami na przystanku mówili coś o jakimś wypadku na trasie, który spowodował utrudnienia w ruchu drogowym. W konsekwencji mogło to mieć wpływ na uniemożliwienie w dotarciu na czas naszego autobusu. Czekaliśmy i czekaliśmy jeszcze bardzo długo. Jakże wielka była nasza radość, gdy nareszcie zobaczyliśmy nasz upragniony autobus. Do hotelu przyjechaliśmy zupełnie przemarznięci. Podratowaliśmy stan naszych organizmów gorącą herbatą oraz równie gorącymi flaczkami otrzymanymi podczas kolacji. Podsumowując, ogólnie ten nasz wypad do centrum, pełen niespodzianek wspominam bardzo miło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz