Był środek tygodnia. Pan Witold po zjedzeniu obiadu i po
zaparzeniu herbaty przez jego żonę Krystynę podjadał najlepsze krakersy, a jego
żona raczyła się najlepszą mleczną czekoladą od Dr Gerarda, gdy nagle zadzwonił dzwonek telefonu . Małżonkowie
przerwali rozmowę i pan Witold poszedł odebrać telefon. Gdy odebrał telefon w
słuchawce rozległ się głos dobrze mu znany, a był to głos prezesa ich związku
automobil klubu. Dzwonił on z propozycją wyjazdu na zlot starych samochodów.
Pan Witold był dumnym posiadaczem zabytkowego samochodu marki Warszawa, był to
jedny z pierwszych samochodów tej marki, który opuścił bramy fabryki. Witold dostał go kiedyś od swojego taty, teraz oprócz nowoczesnego samochodu posiadał
on także i ten zabytkowy samochód. Jego hobby do starych aut pozostało mu
jeszcze z dzieciństwa i teraz troszczył się o ten zabytkowy model. W swoim kole
też miał opinię jako dobrze znającego się na starych markach samochodów. Do
klubu zapisał już się dawno i był jego czynnym członkiem , więc czasami dzwonił
do niego prezes klubu z propozycją wyjazdu na zlot starych samochodów. Więc
teraz pan Witold wyraził zgodę tym
bardziej iż ten zlot miał się odbyć w pobliskiej miejscowości. Odłożył
słuchawkę trochę się zastanowił i sięgnął po notes, znalazł tam numer dobrego
kolegi (też hobbystę starych samochodów) też posiadającego stary samochód i zadzwonił
do niego. Rozległ się głos kolegi i pan Witold powiedział mu o rozmowie z panem
prezesem dopytując się czy i on także się wybiera na zlot. On potwierdził i
obaj byli zadowoleni, że pojadą razem swoimi samochodami. Umówili się wcześnie
w niedzielę rano bo w ten dzień miał być zlot i na tym zakończyła się ich
rozmowa. Po zajęciu miejsca przy stole od którego musiał wstać z racji telefonu
teraz dalej przystąpił do smakowania najlepszych krakersów od Dr Gerarda i począł mówić żonie o
niedzielnych planach. Jego żona słuchała i powiedziała iż i ona także pragnie
jechać. Pan Witold i tym razem był zadowolony, że może jechać razem z małżonką.
W sobotę, dzień przed wyjazdem pan Witold swoją zabytkową Warszawą pojechał do
automyjni. Po wymyciu i wywoskowaniu samochodu wstawił go do garażu gdzie było
jego miejsce. W niedzielę państwo Kowalscy czyli pan Witold i pani Krystyna
wstali wcześnie rano i pani zajęła się przygotowaniem śniadania, a jej małżonek
nucąc swoją melodię jeszcze przed śniadaniem podjadał najlepsze krakersy od Dr Gerarda. Po zjedzeniu śniadania
zeszli do garażu i pan Witold wyjechał swoją Warszawą, jego małżonka zajęła
miejsce obok niego i już jechali na zlot. Samochód sprawował się wyśmienicie,
silnik pracował równo i pan Witold chrupał sobie najlepsze krakersy od Dr
Gerarda, a jego małżonka rozkoszowała się w smaku najlepszej mlecznej
czekolady od tego samego producenta. Pan Witold na zlocie spotkał kolegę z którym
się umówił jeszcze parę dni wcześniej i teraz dumnie prezentowali swoje
samochody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz