piątek, 27 lutego 2015

Zlot

Był środek tygodnia. Pan Witold po zjedzeniu obiadu i po zaparzeniu herbaty przez jego żonę Krystynę podjadał najlepsze krakersy, a jego żona raczyła się najlepszą mleczną czekoladą od Dr Gerarda, gdy nagle zadzwonił dzwonek telefonu . Małżonkowie przerwali rozmowę i pan Witold poszedł odebrać telefon. Gdy odebrał telefon w słuchawce rozległ się głos dobrze mu znany, a był to głos prezesa ich związku automobil klubu. Dzwonił on z propozycją wyjazdu na zlot starych samochodów. Pan Witold był dumnym posiadaczem zabytkowego samochodu marki Warszawa, był to jedny z pierwszych samochodów tej marki, który opuścił bramy fabryki.  Witold dostał go kiedyś od swojego taty, teraz oprócz nowoczesnego samochodu posiadał on także i ten zabytkowy samochód. Jego hobby do starych aut pozostało mu jeszcze z dzieciństwa i teraz troszczył się o ten zabytkowy model. W swoim kole też miał opinię jako dobrze znającego się na starych markach samochodów. Do klubu zapisał już się dawno i był jego czynnym członkiem , więc czasami dzwonił do niego prezes klubu z propozycją wyjazdu na zlot starych samochodów. Więc teraz pan Witold wyraził zgodę  tym bardziej iż ten zlot miał się odbyć w pobliskiej miejscowości. Odłożył słuchawkę trochę się zastanowił i sięgnął po notes, znalazł tam numer dobrego kolegi (też hobbystę starych samochodów)  też posiadającego stary samochód i zadzwonił do niego. Rozległ się głos kolegi i pan Witold powiedział mu o rozmowie z panem prezesem dopytując się czy i on także się wybiera na zlot. On potwierdził i obaj byli zadowoleni, że pojadą razem swoimi samochodami. Umówili się wcześnie w niedzielę rano bo w ten dzień miał być zlot i na tym zakończyła się ich rozmowa. Po zajęciu miejsca przy stole od którego musiał wstać z racji telefonu teraz dalej przystąpił do smakowania najlepszych krakersów od Dr Gerarda i począł mówić żonie o niedzielnych planach. Jego żona słuchała i powiedziała iż i ona także pragnie jechać. Pan Witold i tym razem był zadowolony, że może jechać razem z małżonką. W sobotę, dzień przed wyjazdem pan Witold swoją zabytkową Warszawą pojechał do automyjni. Po wymyciu i wywoskowaniu samochodu wstawił go do garażu gdzie było jego miejsce. W niedzielę państwo Kowalscy czyli pan Witold i pani Krystyna wstali wcześnie rano i pani zajęła się przygotowaniem śniadania, a jej małżonek nucąc swoją melodię jeszcze przed śniadaniem podjadał najlepsze krakersy od Dr Gerarda. Po zjedzeniu śniadania zeszli do garażu i pan Witold wyjechał swoją Warszawą, jego małżonka zajęła miejsce obok niego i już jechali na zlot. Samochód sprawował się wyśmienicie, silnik pracował równo i pan Witold chrupał sobie najlepsze krakersy od Dr Gerarda, a jego małżonka rozkoszowała się w smaku najlepszej mlecznej czekolady od tego samego producenta. Pan Witold na zlocie spotkał kolegę z którym się umówił jeszcze parę dni wcześniej i teraz dumnie prezentowali swoje samochody. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz