To był środek tygodnia gdy pan Witold właśnie przyszedł z
pracy, jego żona podała obiad, a pan Kowalski zabrał się ochoczo za jedzenie,
bo głód zaczął już mu doskwierać. Po daniu głównym jego żona podała słodkości,
ciastko adwokat z nadzieniem czekoladowym od producenta Dr Gerard, które tak lubił pan Witold. Po chwili rozległ się brzęk
telefonu, pan Witold podszedł do niego i uniósł słuchawkę, odezwała się jego
babcia z pobliskiej wioski z zaprosinami na weekend i prośbą aby jej wnuczek
pomalował jej płot. On od razu wyraził zgodę, ucieszył się, że może w czymś
pomóc babci. Jeszcze spytał się czy ma ona farbę do pomalowania płotu, a babcia
zaprzeczyła, więc pan Witold spytał się jaki ma kupić kolor farby odpowiedziała
mu ona, że zielony i zakończyli rozmowę. Po rozmowie zasiadł on dalej do stołu
aby raczyć się ciastkami i powiedział żonie o rozmowie z babcią, ona także się
ucieszyła na możliwość wyjazdu na weekend z miasta na wieś. Następnego dnia pan
Witold udał się do sklepu z farbami, długo wybierał w końcu wybrał taką jaką
chciał. Zapłacił za nią sprzedawcy, zapakował do samochodu razem z pędzlami
jakie też kupił do malowania i był gotowy do wyjazdu. Tak nadszedł piątek,
państwo Kowalscy po pracy szykowali się do wyjazdu , pani Krystyna wzięła na
drogę ciasteczka mini rogaliki zdobione przez Dr Gerarda tak lubiane przez nich. Zakluczyli drzwi i zeszli klatką
schodową do pobliskiego parkingu gdzie mieli zaparkowany samochód. Pani
Krystyna po zajęciu miejsca w samochodzie obok męża od razu zajęła się
jedzeniem mini rogalików zdobionych. Babcia już na nich czekała, państwo
Kowalscy po przywitaniu się wypakowali farby z samochodu. Sobotni poranek
przywitał ich promykami słońca, pan Witold pomyślał iż to pogoda wymarzona do malowania płotu i po śniadaniu
zabrał się za tą czynność. W południe babcia przyszła poinformować, że obiad
jest już gotowy, więc pan Witold przerwał pracę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz