Pewnego razu, korzystając z
pięknej pogody wybrałam się na długi spacer po mieście. Chodząc i rozmyślając
zawędrowałam zupełnie bezwiednie w rejony starego miasta, gdzie mieszka moja
bliska koleżanka. Spontanicznie postanowiłam wpaść do niej na chwilę. Przy
odrobinie szczęścia zastanę ją w mieszkaniu - pomyślałam. Jak zaplanowałam tak
też zrobiłam. Już po chwili stałam przed drzwiami jej mieszkania. Zanim
zapukałam widziałam już, że coś jest nie tak. Drzwi były uchylone. Pukałam ale
nikt nie odpowiadał. Wahałam się co zrobić w takiej sytuacji. Ostatecznie postanowiłam
wejść do środka by sprawdzić co się dzieje. Nieśmiało zajrzałam do przedpokoju
i nadal nikt nie odpowiadał na moje wołanie. Weszłam do kuchni, później do
salonu. Nikogo nie było w całym mieszkaniu. Czułam się coraz bardziej nieswojo.
Tym bardziej, iż klimat panujący w tym wiekowym wnętrzu zawsze wprawiał mnie w
zadumę. Koleżanka odziedziczyła to mieszkanie po dziadkach i od lat nic tu nie
zmieniała oprócz malowania ścian. Czuła sentyment do dziadków i tego wnętrza,
gdyż przypominało jej dzieciństwo i najszczęśliwsze, jak mawiała, lata jej
życia. Stare, ciemne meble budziły we mnie respekt. Secesyjny ogromny zegar na
ścianie bezustannie tykał, przypominając nieubłaganie o przemijaniu i
doczesności – był takim pomostem między przeszłością a teraźniejszością i przyszłością.
Zapewne był świadkiem przemijania kilku pokoleń, mieszkających tutaj. Wychodząc
zerknęłam na stół, na którym leżały znajomo wyglądające kolorowe opakowania.
Zaciekawiona odczytałam logo firmy Dr Gerard i śpiesznie wyszłam. Chciałam
zaczekać na powrót koleżanki na klatce schodowej. Pomyślałam, że powinnam
przypilnować otwartego mieszkania. Zadzwoniłam do niej lecz telefon odezwał się
w mieszkaniu. Miałam nadzieję, że nie wyszła na długo. Rzeczywiście zobaczyłam
ją na schodach po pięciu minutach. Przywitałam ją pytaniem o powód
pozostawienia otwartego mieszkania bez nadzoru. Opowiedziała mi krótką
historię, o zagadaniu się z sąsiadką na klatce schodowej i najwyraźniej to było
powodem tak nieroztropnego zachowania z jej strony. Po tym zaprosiła mnie na
kawę i pyszne ciasteczka od Dr Gerarda. Były do wyboru wyśmienite Kubanki
kokosowe i przepyszna Pasja advocat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz