czwartek, 26 marca 2015

Mieszkanie koleżanki



Pewnego razu, korzystając z pięknej pogody wybrałam się na długi spacer po mieście. Chodząc i rozmyślając zawędrowałam zupełnie bezwiednie w rejony starego miasta, gdzie mieszka moja bliska koleżanka. Spontanicznie postanowiłam wpaść do niej na chwilę. Przy odrobinie szczęścia zastanę ją w mieszkaniu - pomyślałam. Jak zaplanowałam tak też zrobiłam. Już po chwili stałam przed drzwiami jej mieszkania. Zanim zapukałam widziałam już, że coś jest nie tak. Drzwi były uchylone. Pukałam ale nikt nie odpowiadał. Wahałam się co zrobić w takiej sytuacji. Ostatecznie postanowiłam wejść do środka by sprawdzić co się dzieje. Nieśmiało zajrzałam do przedpokoju i nadal nikt nie odpowiadał na moje wołanie. Weszłam do kuchni, później do salonu. Nikogo nie było w całym mieszkaniu. Czułam się coraz bardziej nieswojo. Tym bardziej, iż klimat panujący w tym wiekowym wnętrzu zawsze wprawiał mnie w zadumę. Koleżanka odziedziczyła to mieszkanie po dziadkach i od lat nic tu nie zmieniała oprócz malowania ścian. Czuła sentyment do dziadków i tego wnętrza, gdyż przypominało jej dzieciństwo i najszczęśliwsze, jak mawiała, lata jej życia. Stare, ciemne meble budziły we mnie respekt. Secesyjny ogromny zegar na ścianie bezustannie tykał, przypominając nieubłaganie o przemijaniu i doczesności – był takim pomostem między przeszłością a teraźniejszością i przyszłością. Zapewne był świadkiem przemijania kilku pokoleń, mieszkających tutaj. Wychodząc zerknęłam na stół, na którym leżały znajomo wyglądające kolorowe opakowania. Zaciekawiona odczytałam logo firmy Dr Gerard i śpiesznie wyszłam. Chciałam zaczekać na powrót koleżanki na klatce schodowej. Pomyślałam, że powinnam przypilnować otwartego mieszkania. Zadzwoniłam do niej lecz telefon odezwał się w mieszkaniu. Miałam nadzieję, że nie wyszła na długo. Rzeczywiście zobaczyłam ją na schodach po pięciu minutach. Przywitałam ją pytaniem o powód pozostawienia otwartego mieszkania bez nadzoru. Opowiedziała mi krótką historię, o zagadaniu się z sąsiadką na klatce schodowej i najwyraźniej to było powodem tak nieroztropnego zachowania z jej strony. Po tym zaprosiła mnie na kawę i pyszne ciasteczka od Dr Gerarda. Były do wyboru wyśmienite Kubanki kokosowe i przepyszna Pasja advocat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz