W poprzednim poście pisałam o wyjeździe do sanatorium.
Właśnie wcześniej wybrałam sanatorium uzdrowiskowe Zgoda. Jest w centrum
Krynicy. Budynek jest przystosowany na 80 osób. Tam leczą wiele schorzeń między
innymi przemianę materii oraz reumatologia. Mieszkam z lokatorką z podobnymi
problemami. Sanatorium trwa trzy tygodnie i mamy dwa zabiegi przepisane przez
lekarza. Jeśli ktoś chciałby więcej musi sobie prywatnie wykupić. Z
współlokatorką chodzimy do pijalni wód i pijemy wodę. Woda Jana jest bardzo
moczopędna i działa na kamicę nerkową, natomiast woda zuber jest idealna w
leczeniu wrzodów żołądka i dwunastnicy. Przebywając w Krynicy mamy okazję napić
się dowoli tych wód. Nawet wykupiliśmy sobie karnet na dziesięć wód. Oprócz tej
przyjemności dużo spacerujemy z kijkami Nordic Walking, które pożyczyliśmy
sobie z ośrodka. Pewnego razu wchodziliśmy na górę parkową. Koleżanka z
ledwością doszła. Po drodze trochę odpoczywaliśmy i musieliśmy uważać, bo był w
niektórych miejscach lód. Na górze usiedliśmy sobie na ławeczce. Promienie
słońca grzały nasze stare kości. Z torebki wyciągnęłam pasję kokos. To
czekolada na kruchym ciastku wypełniona puszystym kremem o smaku kokosowym.
Produkcji Dr Gerarda. Na widok tych ciastek trochę się poprawił nam humor. Martwiłam
się jak będziemy wracać po tym lodzie. Niedawno poznana towarzyszka jest dużo
starsza ode mnie i powinnam wcześniej się zastanowić za nim tutaj przyszłam. W
pewnym momencie usłyszeliśmy bryczkę jadącą w naszą stronę. Zauważyłam wielki
uśmiech na jej twarzy i oznajmiła, że jedziemy bryczką do sanatorium. Nie sprzeciwiałam się, ponieważ przed chwilą
zamartwiałam się o nią. Z nami jechało małżeństwo z dwojga małymi dziećmi. Wyszli
na tą górkę, by zjechać kolejką linową, ale maluchy chciały przewieźć się
bryczką. Właściciel konnego pojazdu nie krył zadowolenia z tego powodu. Jadąc przez
park opowiadał nam co można jeszcze zwiedzić w Krynicy oraz wręczył nam wizytówkę
mówiąc, że jest konną taksówką. Zadowolone wróciliśmy do tymczasowego domu.
Zrobiłam gorącą herbatkę z miodem, a na deser lokatorka wyjęła przepyszne
ciasteczka o nazwie wilczy apetyt. Ta nazwa bardzo mi się spowodowała. Smak
ciastek zasługuje na to nazwę. Uwielbiam czekoladki na ciastku biszkoptowym z
nadzieniem śmietankowo wiśniowym. Producentem tych smakołyków jest oczywiście Dr.
Gerard.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz