niedziela, 22 marca 2015

Spacer po Krynicy


W poprzednim poście pisałam o wyjeździe do sanatorium. Właśnie wcześniej wybrałam sanatorium uzdrowiskowe Zgoda. Jest w centrum Krynicy. Budynek jest przystosowany na 80 osób. Tam leczą wiele schorzeń między innymi przemianę materii oraz reumatologia. Mieszkam z lokatorką z podobnymi problemami. Sanatorium trwa trzy tygodnie i mamy dwa zabiegi przepisane przez lekarza. Jeśli ktoś chciałby więcej musi sobie prywatnie wykupić. Z współlokatorką chodzimy do pijalni wód i pijemy wodę. Woda Jana jest bardzo moczopędna i działa na kamicę nerkową, natomiast woda zuber jest idealna w leczeniu wrzodów żołądka i dwunastnicy. Przebywając w Krynicy mamy okazję napić się dowoli tych wód. Nawet wykupiliśmy sobie karnet na dziesięć wód. Oprócz tej przyjemności dużo spacerujemy z kijkami Nordic Walking, które pożyczyliśmy sobie z ośrodka. Pewnego razu wchodziliśmy na górę parkową. Koleżanka z ledwością doszła. Po drodze trochę odpoczywaliśmy i musieliśmy uważać, bo był w niektórych miejscach lód. Na górze usiedliśmy sobie na ławeczce. Promienie słońca grzały nasze stare kości. Z torebki wyciągnęłam pasję kokos. To czekolada na kruchym ciastku wypełniona puszystym kremem o smaku kokosowym. Produkcji Dr Gerarda. Na widok tych ciastek trochę się poprawił nam humor. Martwiłam się jak będziemy wracać po tym lodzie. Niedawno poznana towarzyszka jest dużo starsza ode mnie i powinnam wcześniej się zastanowić za nim tutaj przyszłam. W pewnym momencie usłyszeliśmy bryczkę jadącą w naszą stronę. Zauważyłam wielki uśmiech na jej twarzy i oznajmiła, że jedziemy bryczką do sanatorium.  Nie sprzeciwiałam się, ponieważ przed chwilą zamartwiałam się o nią. Z nami jechało małżeństwo z dwojga małymi dziećmi. Wyszli na tą górkę, by zjechać kolejką linową, ale maluchy chciały przewieźć się bryczką. Właściciel konnego pojazdu nie krył zadowolenia z tego powodu. Jadąc przez park opowiadał nam co można jeszcze zwiedzić w Krynicy oraz wręczył nam wizytówkę mówiąc, że jest konną taksówką. Zadowolone wróciliśmy do tymczasowego domu. Zrobiłam gorącą herbatkę z miodem, a na deser lokatorka wyjęła przepyszne ciasteczka o nazwie wilczy apetyt. Ta nazwa bardzo mi się spowodowała. Smak ciastek zasługuje na to nazwę. Uwielbiam czekoladki na ciastku biszkoptowym z nadzieniem śmietankowo wiśniowym. Producentem tych smakołyków jest  oczywiście Dr. Gerard.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz