Wspaniała pogoda już od samego
rana nastroiła mnie do wiosennych porządków. Na święta Wielkanocy będzie u nas
prawdziwy zlot rodzinny. Będą rodzice męża. Siostra męża z rodziną przylecą do
nas specjalnie na ten świąteczny czas z zagranicy. Zatem generalnych porządków
nie chcę odkładać na ostatnią chwilę, by przed samymi świętami zająć się przede
wszystkim gotowaniem. Na dzisiaj zaplanowałam mycie okien przynajmniej w części
pomieszczeń. Przed rozpoczęciem prac wybrałam się do marketu po detergenty.
Zaopatrzyłam się w płyn do mycia okien, ściereczki, ręczniki papierowe.
Przechodząc obok regału ze słodyczami zatrzymałam się na chwilę. Wyroby
cukiernicze z reguły przyciągają moją uwagę jak magnes. Przeglądałam asortyment
zastanawiając się na co miała bym ochotę dzisiejszego dnia. Obok mnie kręciła się
jakaś młoda kobieta z kilkuletnim dzieckiem. Brzdąc rozpłakał się wyciągając
ręce ku jakiemuś swojemu ulubionemu, słodkiemu przysmakowi. Matka widocznie nie
planowała akurat takiego zakupu. Usilnie starała się odwrócić uwagę swojej
pociechy od słodyczy. Dziecko nie dawało za wygraną i rozpłakało się na dobre.
Dla świętego spokoju młoda mama wzięła upragnione ciasteczka synkowi. Malec
pomału uspakajał się, a kobieta śpiesznie podeszła do kasy. Zaciekawiona
postanowiłam zobaczyć specjał, który wywołał taką reakcję u małego klienta
sklepu. Całym sprawcą zamieszania okazały się okrąglutkie ciasteczka wypełnione
czekoladowym kremem o nazwie Psotki od producenta wyrobów cukierniczych Dr
Gerarda. Faktycznie ciasteczka wyglądały zachęcająco i smakowicie. Sądząc po
reakcji dziecka na pewno muszą być pyszne - pomyślałam. Idąc tym tropem wzięłam
jedno opakowanie na spróbowanie. Obok Psotek zobaczyłam Listki deserowe. Miałam
ogromną ochotę wrzucić i ten specjał od dr Gerarda do koszyka z zakupami. Takie
kruche ciasteczka posypane kryształkami cukru do kawy, czy do herbaty są po
prostu idealne. Jednak postanowiłam na chwilę obecną poskromić mój apetyt na
słodycze i zadowolić się Psotkami. Szybko podeszłam do kasy by nie ulec
pokusie. Siatki okazały się cięższe niż przewidywałam, ale poradziłam sobie z
nimi. Po przyjściu do mieszkania, zanim zabrałam się za sprzątanie, zrobiliśmy
sobie z mężem kawę i skosztowaliśmy ciasteczek, tak głośno rekomendowanych
przez paroletniego chłopczyka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz