wtorek, 10 marca 2015

Ulubione słodycze brzdąca



Wspaniała pogoda już od samego rana nastroiła mnie do wiosennych porządków. Na święta Wielkanocy będzie u nas prawdziwy zlot rodzinny. Będą rodzice męża. Siostra męża z rodziną przylecą do nas specjalnie na ten świąteczny czas z zagranicy. Zatem generalnych porządków nie chcę odkładać na ostatnią chwilę, by przed samymi świętami zająć się przede wszystkim gotowaniem. Na dzisiaj zaplanowałam mycie okien przynajmniej w części pomieszczeń. Przed rozpoczęciem prac wybrałam się do marketu po detergenty. Zaopatrzyłam się w płyn do mycia okien, ściereczki, ręczniki papierowe. Przechodząc obok regału ze słodyczami zatrzymałam się na chwilę. Wyroby cukiernicze z reguły przyciągają moją uwagę jak magnes. Przeglądałam asortyment zastanawiając się na co miała bym ochotę dzisiejszego dnia. Obok mnie kręciła się jakaś młoda kobieta z kilkuletnim dzieckiem. Brzdąc rozpłakał się wyciągając ręce ku jakiemuś swojemu ulubionemu, słodkiemu przysmakowi. Matka widocznie nie planowała akurat takiego zakupu. Usilnie starała się odwrócić uwagę swojej pociechy od słodyczy. Dziecko nie dawało za wygraną i rozpłakało się na dobre. Dla świętego spokoju młoda mama wzięła upragnione ciasteczka synkowi. Malec pomału uspakajał się, a kobieta śpiesznie podeszła do kasy. Zaciekawiona postanowiłam zobaczyć specjał, który wywołał taką reakcję u małego klienta sklepu. Całym sprawcą zamieszania okazały się okrąglutkie ciasteczka wypełnione czekoladowym kremem o nazwie Psotki od producenta wyrobów cukierniczych Dr Gerarda. Faktycznie ciasteczka wyglądały zachęcająco i smakowicie. Sądząc po reakcji dziecka na pewno muszą być pyszne - pomyślałam. Idąc tym tropem wzięłam jedno opakowanie na spróbowanie. Obok Psotek zobaczyłam Listki deserowe. Miałam ogromną ochotę wrzucić i ten specjał od dr Gerarda do koszyka z zakupami. Takie kruche ciasteczka posypane kryształkami cukru do kawy, czy do herbaty są po prostu idealne. Jednak postanowiłam na chwilę obecną poskromić mój apetyt na słodycze i zadowolić się Psotkami. Szybko podeszłam do kasy by nie ulec pokusie. Siatki okazały się cięższe niż przewidywałam, ale poradziłam sobie z nimi. Po przyjściu do mieszkania, zanim zabrałam się za sprzątanie, zrobiliśmy sobie z mężem kawę i skosztowaliśmy ciasteczek, tak głośno rekomendowanych przez paroletniego chłopczyka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz