Dzisiaj wybrałam się z mężem i
mamą do powiatowego miasta. Mama miała kilka spraw do załatwienia a między
innymi odbiór zamówionych wcześniej okularów. Ja i mój mąż pojechaliśmy z mamą
raczej tak dla towarzystwa, niż z konkretnej potrzeby. Dojazd na miejsce zajął
nam niemal całą godzinę jazdy autobusem. Podczas podróży czas jak zwykle
strasznie się nam wlókł. Dobrze, że wzięłam ze sobą Patysie Zdobione z bogatej
oferty Dr Gerarda. Chrupaliśmy je we trójkę z niemałym apetytem aż do
ostatniego ciasteczka. Są one dostępne w sprzedaży na wagę. Miałam ich około
czterdzieści deko. Były doskonałe, takie kruche, przełożone przepysznym kremem
śmietankowym a od spodu podlane czekoladą. Pychota! Kiedy dojechaliśmy do celu,
najpierw poszliśmy na ryneczek, bo to dzień targowy. Mama kupiła nasiona do
posiania w ogrodzie. Pogoda się wyklarowała. Wczesnym rankiem jak szliśmy do
autobusu była mgła, która teraz ustąpiła miejsca słońcu. Mieliśmy przed sobą
kolejny ciepły, pogodny dzień. Następnie mama poszła po okulary do salonu
optycznego a ja z mężem weszliśmy do sklepu spożywczego. Kupiliśmy napoje na
drogę powrotną do domu i jeszcze coś do przekąszenia. Czekoladki na biszkoptach
o nazwie Wilczy Apetyt z nadzieniem śmietankowo wiśniowym od Dr Gerarda to
produkt przeze mnie wielokrotnie sprawdzony dobry na wszelkie okazje, również na
chrupanie podczas podróży. Następnym punktem naszej wyprawy było odwiedzenie
sklepu z dywanami. Weszliśmy do ciasnej hurtowni, gdzie dywany piętrzyły się w
każdym kącie, aż trudno było między nimi się przeciskać. Półmrok który tu
panował, również utrudniał ocenę prezentowanych dywanów, chociaż moja mama nie
narzekała. Była zachwycona ostrością widzenia w nowych okularach. Niestety
dywany jej nie zachwyciły. Szukała czegoś innego. Tak, że wyszliśmy ze sklepu
tym razem z pustymi rękami. Mój mąż cały czas kontrolował godzinę i zasugerował
nam, że trzeba już iść na przystanek autobusowy by złapać autobus powrotny. Gdy
rozsiedliśmy się wygodnie w fotelach dopadł nas głód. Wyciągnęłam wówczas
Wilczy Apetyt i poczęstowałam współtowarzyszy wyprawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz