piątek, 20 marca 2015

Wyjazd na zakupy



Dzisiaj wybrałam się z mężem i mamą do powiatowego miasta. Mama miała kilka spraw do załatwienia a między innymi odbiór zamówionych wcześniej okularów. Ja i mój mąż pojechaliśmy z mamą raczej tak dla towarzystwa, niż z konkretnej potrzeby. Dojazd na miejsce zajął nam niemal całą godzinę jazdy autobusem. Podczas podróży czas jak zwykle strasznie się nam wlókł. Dobrze, że wzięłam ze sobą Patysie Zdobione z bogatej oferty Dr Gerarda. Chrupaliśmy je we trójkę z niemałym apetytem aż do ostatniego ciasteczka. Są one dostępne w sprzedaży na wagę. Miałam ich około czterdzieści deko. Były doskonałe, takie kruche, przełożone przepysznym kremem śmietankowym a od spodu podlane czekoladą. Pychota! Kiedy dojechaliśmy do celu, najpierw poszliśmy na ryneczek, bo to dzień targowy. Mama kupiła nasiona do posiania w ogrodzie. Pogoda się wyklarowała. Wczesnym rankiem jak szliśmy do autobusu była mgła, która teraz ustąpiła miejsca słońcu. Mieliśmy przed sobą kolejny ciepły, pogodny dzień. Następnie mama poszła po okulary do salonu optycznego a ja z mężem weszliśmy do sklepu spożywczego. Kupiliśmy napoje na drogę powrotną do domu i jeszcze coś do przekąszenia. Czekoladki na biszkoptach o nazwie Wilczy Apetyt z nadzieniem śmietankowo wiśniowym od Dr Gerarda to produkt przeze mnie wielokrotnie sprawdzony dobry na wszelkie okazje, również na chrupanie podczas podróży. Następnym punktem naszej wyprawy było odwiedzenie sklepu z dywanami. Weszliśmy do ciasnej hurtowni, gdzie dywany piętrzyły się w każdym kącie, aż trudno było między nimi się przeciskać. Półmrok który tu panował, również utrudniał ocenę prezentowanych dywanów, chociaż moja mama nie narzekała. Była zachwycona ostrością widzenia w nowych okularach. Niestety dywany jej nie zachwyciły. Szukała czegoś innego. Tak, że wyszliśmy ze sklepu tym razem z pustymi rękami. Mój mąż cały czas kontrolował godzinę i zasugerował nam, że trzeba już iść na przystanek autobusowy by złapać autobus powrotny. Gdy rozsiedliśmy się wygodnie w fotelach dopadł nas głód. Wyciągnęłam wówczas Wilczy Apetyt i poczęstowałam współtowarzyszy wyprawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz