Wracam zmęczona po ciężkim dniu
pełnym rozlicznych spraw. Jadę pociągiem do mojego miasta, gdzie czeka na mnie
mój kochany mąż. Przed chwilą dzwonił, aby zapytać mnie czy już wracam. Jak
miło wiedzieć, że ktoś czeka. Znużenie daje
mi się we znaki, chce mi się spać, lecz nie mogę sobie na to pozwolić, to zbyt
ryzykowne w podróży. Sięgam po butelkę koli – może postawi mnie na nogi.
Sięgam do torby. Wyciągam z niej coś słodkiego. Mam tu na myśli pyszne, kruche
ciastko, posypane cukrem pudrem o nazwie Rogalik Pudrowany od Dr Gerarda.
Podróż od razu staje się bardziej znośna, a nawet powiedziałabym – całkiem przyjemna.
Dobrze, że znalazłam chwilę czasu pędząc na pociąg i kupiłam te ciasteczka –
naprawdę warto było. Siedzę więc i chrupię rogalik za rogalikiem, obserwując
wciąż zmieniający się pejzaż za oknem pociągu. Zachodzące słońce świeci
złotawym blaskiem, obdarzając nim wszystko co napotyka na swojej drodze. Drzewa
i słupy telegraficzne rzucają długie cienie na zeszłoroczną szaro-żółtą trawę.
Dzieciaki na sąsiednim siedzeniu wesoło dokazują. Rodzice usiłują zająć jakoś
ich uwagę, aby pociechy za bardzo nie hałasowały. Maluchy nie mogą spokojnie wysiedzieć
w miejscu. Rozpiera je niespożyta energia. Najchętniej biegałyby po korytarzu
między siedzeniami i rozrabiały ile wlezie, przysparzając swoim opiekunom mnóstwo
stresu. Ja za to siedzę spokojnie zajęta tym co się wokół mnie dzieje. Rogaliki
od Dr Gerarda są już zjedzone. Wypijam resztę koli i czekam cierpliwie na swoją
stację. Wreszcie przyjeżdżam do celu. Przesiadam się z pociągu na autobus
komunikacji miejskiej. Resztkami sił docieram do swojego bloku, wszak wstałam
dziś bardzo wcześnie. Pragnę już tylko wziąć kąpiel i się położyć. A tu niespodzianka.
Mąż przygotował pyszną kolację. Muszę jeszcze na to wykrzesać trochę siły. Po
kąpieli energia cudem wraca. Zasiadamy do kolacji. Opowiadam o moich
dzisiejszych przygodach i o pysznych rogalikach. Przepraszam, że nie zostawiłam
ani jednego mężowi. Mąż sięga do szafeczki i wyciąga inne równie pyszne
ciasteczka od Dr Gerarda o nazwie Psotki. Ach ten mój kochany mąż! On wie czym
sprawić mi przyjemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz