piątek, 27 marca 2015

Psotki i Rogalik Pudrowany



Wracam zmęczona po ciężkim dniu pełnym rozlicznych spraw. Jadę pociągiem do mojego miasta, gdzie czeka na mnie mój kochany mąż. Przed chwilą dzwonił, aby zapytać mnie czy już wracam. Jak miło wiedzieć, że ktoś czeka. Znużenie daje mi się we znaki, chce mi się spać, lecz nie mogę sobie na to pozwolić, to zbyt ryzykowne w podróży. Sięgam po butelkę koli – może postawi mnie na nogi. Sięgam do torby. Wyciągam z niej coś słodkiego. Mam tu na myśli pyszne, kruche ciastko, posypane cukrem pudrem o nazwie Rogalik Pudrowany od Dr Gerarda. Podróż od razu staje się bardziej znośna, a nawet powiedziałabym – całkiem przyjemna. Dobrze, że znalazłam chwilę czasu pędząc na pociąg i kupiłam te ciasteczka – naprawdę warto było. Siedzę więc i chrupię rogalik za rogalikiem, obserwując wciąż zmieniający się pejzaż za oknem pociągu. Zachodzące słońce świeci złotawym blaskiem, obdarzając nim wszystko co napotyka na swojej drodze. Drzewa i słupy telegraficzne rzucają długie cienie na zeszłoroczną szaro-żółtą trawę. Dzieciaki na sąsiednim siedzeniu wesoło dokazują. Rodzice usiłują zająć jakoś ich uwagę, aby pociechy za bardzo nie hałasowały. Maluchy nie mogą spokojnie wysiedzieć w miejscu. Rozpiera je niespożyta energia. Najchętniej biegałyby po korytarzu między siedzeniami i rozrabiały ile wlezie, przysparzając swoim opiekunom mnóstwo stresu. Ja za to siedzę spokojnie zajęta tym co się wokół mnie dzieje. Rogaliki od Dr Gerarda są już zjedzone. Wypijam resztę koli i czekam cierpliwie na swoją stację. Wreszcie przyjeżdżam do celu. Przesiadam się z pociągu na autobus komunikacji miejskiej. Resztkami sił docieram do swojego bloku, wszak wstałam dziś bardzo wcześnie. Pragnę już tylko wziąć kąpiel i się położyć. A tu niespodzianka. Mąż przygotował pyszną kolację. Muszę jeszcze na to wykrzesać trochę siły. Po kąpieli energia cudem wraca. Zasiadamy do kolacji. Opowiadam o moich dzisiejszych przygodach i o pysznych rogalikach. Przepraszam, że nie zostawiłam ani jednego mężowi. Mąż sięga do szafeczki i wyciąga inne równie pyszne ciasteczka od Dr Gerarda o nazwie Psotki. Ach ten mój kochany mąż! On wie czym sprawić mi przyjemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz