wtorek, 17 marca 2015

Sobotnia wyprawa



Jest sobota. Wstaliśmy z mężem bardzo wcześnie. Przed nami długa podróż. Dwanaście godzin w ciasnych busach i innych środkach transportu. Dwie przesiadki. Wszystko to by odwiedzić moich rodziców, którzy niefortunnie rozchorowali się na grypę. Wiek i inne schorzenia sprawiły, że tę chorobę przechodzili bardzo ciężko.
Wyszliśmy z domu ciągnąc naszą torbę podróżną na kółkach. W niej trochę ubrań, prowiant na drogę i kilka słodkich upominków dla chorych rodziców. Wczoraj specjalnie byliśmy w sklepie by wybrać najlepsze wyroby cukiernicze. Pod tym względem Dr Gerard jest bezkonkurencyjny. Kupiliśmy od wspomnianego producenta między innymi przepyszne Markizy Negro, gdzie w jednej markizie połączono herbatniki w dwu kolorach przełożone kremem waniliowym oraz Bambino, dla których charakterystyczne jest to, że między dwoma kruchymi ciasteczkami znajduje się krem śmietankowy i wiśniowa galaretka. Z naszą torbą musieliśmy obchodzić się bardzo ostrożnie, by nie zgnieść rarytasów od Dr Gerarda. Niestety warunki atmosferyczne nie sprzyjały nam. Padał deszcz. Staraliśmy nie zwracać uwagi na to, tylko robić swoje. Ostatnio mamy oboje w sobie mnóstwo optymizmu, który ułatwia nam życie zwłaszcza w konfrontacji z przeciwnościami losu. I tym razem było podobnie. Wytrwaliśmy całą ciężką i długą podróż i wszystkie niewygody i nic nie zakłóciło naszego dobrego nastroju. Zmęczeni ale radośni dotarliśmy wieczorem do mego domu rodzinnego. Obdzieliliśmy naszych bliskich pysznościami od Dr Gerarda. Ten gest bardzo ich ucieszył a nam zrobiło się jeszcze bardziej przyjemnie. Cóż cieszy bardziej niż obdarowanie kogoś czymś co sprawi mu przyjemność. Zadowoleni byliśmy również faktem, że moja mama prawie wróciła już do zdrowia. Tylko tato jeszcze nie domagał. Pomogłam mamie posprzątać jej i taty część domu. W drugiej części mieszka brat z żoną i dziećmi: Martą i Olą. Gdy moi rodzice położyli się już do snu siedzieliśmy jeszcze jakiś czas z dziewczynami i rozmawialiśmy. Byliśmy z mężem zdumieni, że moje bratanice tak urosły od czasu gdy ich nie widzieliśmy. Wzrostem już prawie dogoniły mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz