Jest sobota. Wstaliśmy z mężem
bardzo wcześnie. Przed nami długa podróż. Dwanaście godzin w ciasnych busach i
innych środkach transportu. Dwie przesiadki. Wszystko to by odwiedzić moich
rodziców, którzy niefortunnie rozchorowali się na grypę. Wiek i inne schorzenia
sprawiły, że tę chorobę przechodzili bardzo ciężko.
Wyszliśmy z domu ciągnąc naszą
torbę podróżną na kółkach. W niej trochę ubrań, prowiant na drogę i kilka słodkich
upominków dla chorych rodziców. Wczoraj specjalnie byliśmy w sklepie by wybrać
najlepsze wyroby cukiernicze. Pod tym względem Dr Gerard jest bezkonkurencyjny.
Kupiliśmy od wspomnianego producenta między innymi przepyszne Markizy Negro,
gdzie w jednej markizie połączono herbatniki w dwu kolorach przełożone kremem
waniliowym oraz Bambino, dla których charakterystyczne jest to, że między dwoma
kruchymi ciasteczkami znajduje się krem śmietankowy i wiśniowa galaretka. Z naszą
torbą musieliśmy obchodzić się bardzo ostrożnie, by nie zgnieść rarytasów od Dr
Gerarda. Niestety warunki atmosferyczne nie sprzyjały nam. Padał deszcz.
Staraliśmy nie zwracać uwagi na to, tylko robić swoje. Ostatnio mamy oboje w
sobie mnóstwo optymizmu, który ułatwia nam życie zwłaszcza w konfrontacji z
przeciwnościami losu. I tym razem było podobnie. Wytrwaliśmy całą ciężką i
długą podróż i wszystkie niewygody i nic nie zakłóciło naszego dobrego
nastroju. Zmęczeni ale radośni dotarliśmy wieczorem do mego domu rodzinnego.
Obdzieliliśmy naszych bliskich pysznościami od Dr Gerarda. Ten gest bardzo ich
ucieszył a nam zrobiło się jeszcze bardziej przyjemnie. Cóż cieszy bardziej niż
obdarowanie kogoś czymś co sprawi mu przyjemność. Zadowoleni byliśmy również faktem,
że moja mama prawie wróciła już do zdrowia. Tylko tato jeszcze nie domagał.
Pomogłam mamie posprzątać jej i taty część domu. W drugiej części mieszka brat
z żoną i dziećmi: Martą i Olą. Gdy moi rodzice położyli się już do snu
siedzieliśmy jeszcze jakiś czas z dziewczynami i rozmawialiśmy. Byliśmy z mężem
zdumieni, że moje bratanice tak urosły od czasu gdy ich nie widzieliśmy. Wzrostem
już prawie dogoniły mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz